DANUTA W. Danuta Wałęsa

11 października 2012

Danuta Wałęsa (w opracowaniu Piotra Adamowicza)

DANUTA W.

Autorzy: Danuta Wałęsa, Piotr Adamowicz
Adaptacja i wykonanie: Krystyna Janda
Reżyseria: Janusz Zaorski
Światło: Andrzej Wolf
Scenografia: Krystyna Janda
Asystent scenografa: Małgorzata Domańska
Producent wykonawczy: Ewa Ratkowska

Realizacja i przygotowanie materiału filmowego:
Reżyseria: Janusz Zaorski
Zdjęcia, operator kamery: Andrzej Wolf
Operator steadicamu: Adam Mendry
Montaż: Zaq Chojecki i Ludwik Sielicki psm (Media Kontakt)
Kierownik produkcji: Ewa Ratkowska

PREMIERA W GDAŃSKU 11 PAŹDZIERNIKA 2012, W WARSZAWIE 12 PAŹDZIERNIKA 2012

Książka Marzenia i tajemnice, wydana jesienią ubiegłego roku, spotkała się z ogromnym zainteresowaniem, stała się nie tylko wydarzeniem medialnym, lecz także gorącym tematem społecznym. Danuta Wałęsa przerwała milczenie, ale oddała głos wszystkim kobietom. Czytelniczki odnajdują w niej swoje losy i idą za głosem Autorki. To zaskakujące zjawisko kulturowe, które wciąż żyje.

Spektakl DANUTA W. powstaje na kanwie książki Danuty Wałęsy Marzenia i tajemnice, opracowanej przez Piotra Adamowicza, wydanej przez Wydawnictwo Literackie z Krakowa. W odważnej i przejmującej autobiografii  autorka opowiada o sobie, swojej rodzinie i burzliwej historii Polski ostatnich dekad. Mówi - jak zawsze naturalna i silna - zarówno o chwilach wspaniałych, jak i o cenie, którą przyszło za nie zapłacić. Opowiada światu swoją wersję wydarzeń.

W roli Danuty Wałęsy zobaczymy Krystynę Jandę, która o swojej pracy nad tekstem i spektaklem mówi tak:

Ten spektakl i ta rola, z legendarnym przywódcą Solidarności i Prezydentem Polski  w tle, to jedno w największych moich wyzwań życiowych, nie tylko zawodowych, ale także ludzkich i obywatelskich. Każdego dnia wyznania pani Danuty Wałęsowej budzą mój podziw i wzruszenie. Prostota i szczerość tych wypowiedzi zdumiewa i wywołuje szacunek. Wszystko to budzi ochotę, aby w ogóle historię Polski opowiedzieć od strony kobiet.

PANI DANUSIA I PANI KRYSTYNA

 

Do Lecha Wałęsy mam stosunek subiektywny i przychylny. Byłem jego podwładnym. W 1990 r. Andrzej Drzycimski,z którym znaliśmy się wcześniej, od lat związany z legendarnym przywódcą „Solidarności”, po jego wyborze na prezydenta, zaproponował mi współpracę. Zostałem – tak to brzmiało w belwederskiej nomenklaturze – głównym specjalistą, doradcą do kontaktów z dziennikarzami zagranicznymi. Dla mnie zaszczyt i przygoda. Wtedy już krajowe media zaczęły podszczypywanie prezydenta, ale dla zagranicznych Wałęsa ciągle pozostawał atrakcją na światową skalę, dobijali się drzwiami i oknami. Czuwałem nad wywiadami, zwłaszcza telewizyjnymi, także podczas pobytów zagranicą, ale nie o to chodzi, nie mam tu bowiem zamiaru odkrywać tajemnic naszych trudów i zmagań. Na weekendy prezydent jeździł do Gdańska, co pewien czas do Warszawy przyjeżdżała pani Danuta Wałęsowa. Już sam jej pobyt uspakajał podminowaną atmosferę i panujące napięcie.

 

Nie tak dawno ukazała się w Wydawnictwie Literackim książka pani Wałęsowej „Marzenia i tajemnice”. W tych dniach doszło do dwóch premier (gdańskiej i warszawskiej) monodramu Krystyny Jandy, w reżyserii Janusza Zaorskiego, przygotowanego na kanwie tej książki. Tak jak sukces odniosło wydawnictwo, tak sukces odniósł warszawski Teatr Polonia Jandy i ona sama. Jest to historia Lecha Wałęsy widziana oczyma kochającej go kobiety, która urodziła mu ośmioro dzieci, która była nie tylko biernym świadkiem jego politycznej walki i która cierpliwie, pokornie i najczęściej w cierpieniu znosiła wszystkie jego kaprysy i wady. Krystyna Janda w roli pani Danuty – od strony aktorskiego warsztatu – przeszła samą siebie.

 

Monodram pani Krystyny, według książki pani Danuty ukazuje nam Lecha Wałęsę, jakiego mało znamy. Jest to wielka historia, pełna klęsk, sukcesów, zawiedzionych i niespełnionych nadziei – jak przyznaje Janda - materiał na wspaniały antyczny dramat. Autorka wspomnień odkrywa mniej znane fakty z historii, niektóre są dramatyczne,inne tragikomiczne czy wręcz komiczne. Jak to Wałęsa przemycał list adresowany do gen. Jaruzelskiego, przekazany mu osobiście przez Jana Pawła II, jak został na ulicy „zapuszkowany” przez esbeków, tyle , że był na spacerze z dzieckiem w wózku i gdy dziecię podczas przesłuchania wymagało zmiany pieluszek, Wałęsa zażądał, aby czynnością przewijania zajął się przesłuchujący go esebek, gdyż on ojciec tylu dzieci tego nie potrafi. To pani Danuta zrobiła zdjęcie Wałęsie, gdy był internowany, które potem obiegło cały świat a potem odbierała w Oslo nagrodę pokojową Nobla przyznaną przywódcy „Solidarności” i zrobiła prawdziwą furorę. Gdy zapytała męża jak wypadła, odpowiedział: na 3 z plusem.

 

Teraz – okopał się w samotności. Chodzi stale po mieszkaniu ze słuchawkami

w uszach. Czego tak ciągle słuchasz, przecież to „Radio Maryja” ? - pyta pani Danuta. On odpowiada: zawsze trzeba wiedzieć co się dzieje u wroga. Dzisiaj Lech czas spędza głównie przy komputerze. To jego świat. Ma ich kilka, nie rozstaje się z laptopem, także podczas podróży. Ostatnio zaproponował – opowiada pani Danuta -żebyśmy mieszkając przecież pod jednym dachem rozmowy prowadzili przez skype`a!

 

Polityka jest obrzydliwa. Taka jest puenta książki i monodramu. Polityka jest dziś obrzydliwa, gdyż tyle w niej zawiści i podłości. Historia opowiedziana, opisana przez autentyczny zapis jej świadka (pani Danuta) i nadto przekazana z kunsztem aktorskim (pani Krystyna) pokazuje, że w ostatecznym rozrachunku liczy się przede wszystkim ludzka godność. Na przedstawieniu monodramu „Danuta W” towarzyszyłem żonie zmarłego w tych dniach Jerzego Jarockiego. Umarł geniusz polskiego teatru. Monodram Krystyny Jandy daje nadzieję, pokazuje, że w coraz to bardziej powszechnym zalewie płycizny i tandety, polski teatr jeszcze nie zmarniał.
Jerzy Klechta

..............................................................................

Podobno pierwsze, robocze próby „Danuty W.” odbyły się na plaży w Toskanii?
Znajomi słuchali z zainteresowaniem?

 

O nie, próby zaczęły się dużo wcześniej, jeszcze w czerwcu. W Toskanii przeczytałam moi przyjaciołom ostateczną wersję adaptacji, płynąc promem na Elbę zresztą. Czytałam dwie godziny , pierwszy akt trwał Piombino – Elba, drugi akt z powrotem. Słuchaczami mimowolnymi byli także inni pasażerowie promu, ale tym się nie przejmowałam. Patrzyli i słuchali z zainteresowaniem, mimo że było to w tym dla nich dziwnym i obcym języku . Podczas pobytu na Elbie , tego dnia moi przyjaciele nie mówili o niczym innym i nie mogli się doczekać drugiego aktu. To był mój niewątpliwy sukces. Dość łatwy zresztą , bo Towarzystwo jest wrażliwe, otwarte i głodne nowych przeżyć. Teraz zaczną się prawdziwe schody, podczas prób na scenie, w teatrze.

 

„Zawsze byłam przynajmniej jeden krok za mężem” - podkreśla Danuta W. i jej wspomnienia to potwierdzają, a jednocześnie cytuje słowa znajomego, który powiedział kiedyś: „Nie byłoby takiego Wałęsy, gdyby nie taka Wałęsowa”. Co Panią ujęło w tej książce?

 

Wszystko, proszę mi wybaczyć prostotę tego wyznania. Ale do teatru przenoszą się tylko historie które da się uogólnić, większe jakby niż życie, a to jest taka historia. Dla mnie porażająca i wzruszająca, bliska mi i potrzebna. Mnie Polce, kobiecie, matce, człowiekowi. Mam nadzieję że i innym. Dodam tylko że po zdaniu „ Nie byłoby takiego Wałęsy, bez takiej Wałęsowej” jak pisze pani Danuta, pan Lech Wałęsa zainteresował się głownie tym , kto tak powiedział. Lube ich oboje i to jest mój punkt startu do tej pracy. To los i życie niezwykłe. Życie równoległe z naszym życiem. Możemy przejrzeć się w tej historii.

 

Jak Danuta Wałęsa zareagowała na pomysł spektaklu? Długo ją Pani namawiała? Miała jakieś konkretne prośby?

To Wydawnictwo skontaktowało się ze mną,  zapytując czy nie pomyślałabym o spektaklu, po tym liście aż krzyknęłam, byłam już po lekturze książki , ale na taką odwagę, odważna myśl,  bym się chyba nie zdobyła sama. Potem długo trwały pertraktacje jak co kiedy i jak…no i zatwierdzanie mojej adaptacji. Na szczęście włączył się potem także w rozmowy reżyser planowanego spektaklu, pan Janusz Zaorski, który zna panią Wałęsową, i było prościej. Zresztą nigdy nie było trudno, ale zawsze gdy chodzi o osobiste sprawy, życie kogoś kto jest wśród nas, życie osoby tak znanej i ważnej, z prezydentem i legendarnym przywódcą Solidarności w tle, trzeba być ostrożnym.

 

Trudno było przygotować adaptację? Które wątki pani wyeksponuje?

 

Trudno, bardzo trudno, było chyba pięć wersji. Tej ostatniej jestem pewna i jestem zadowolona. Ma ona prostotę i siłę. Oczywiście żal wielu słów, zdań, refleksji, ale teatr ma swoje prawa, dramaturgii ale także związane z czasem, pierwsza wersja w czytaniu trwała ponad cztery godziny i nie chciałam się z niczym rozstać. Ale ostatecznie dokonałam wyboru. Które wątki eksponuję? To jest opowieść wstrząsająca. Mnie porusza bardzo. I nie mam zamiaru udawać pani Danuty, studiować Jje sposobu mówienia czy bycia, nie o to tu chodzi, chodzi o coś dużo więcej.

 

Słyszałam, że pisząc adaptację, zdarzało się Pani wymienić uwagami z Andrzejem Wajdą, który pracuje nad „Wałęsą”.

Tak. Andrzej bardzo ucieszył się z pomysłu na spektakl. Deklarował od razu pomoc. Napisał do mnie dwa długie listy, ważne . ważne dla spektaklu który powstanie. Zapoznał się z nimi także reżyser spektaklu…..Może Andrzej Wajda pozwoli mi opublikować te listy, wtedy i publiczność przeżyje swoja chwile zdumienia , taką jaką ja przeżyłam czytając je. Andrzej jest niesamowity.

 

Reżyserem spektaklu będzie Janusz Zaorski, reżyser filmowy, który od dawna nie pracował w teatrze. A jednocześnie twórca takich ważnych filmów jak np. „Matka królów”. Dlaczego on?

 

Bo wie wszystko o temacie. I wie wszystko w odpowiednich proporcjach, sensach, znaczeniach oraz  barwach. A to tym razem bardzo ważne. Temat jest zbyt poważny, cel zbyt wysoki na artystowskie zabawy bez odpowiedzialności.

 

Czy tak jak w „Białej bluzce” i tu również znajdą się materiały archiwalne?

 

Tak planuje pan Zaorski, ale także materiały nakręcone teraz, dla tego spektaklu. Właśnie pan Janusz Zaorski z operatorem Andrzejem Wolfem udają się do Gdańska i do pani Wałęsowej także.

 

Oglądałam właśnie w Stoczni wystawę „Drogi do Wolności”. Ale mam wrażenie, że na podstawie książki „Marzenia i tajemnice” można by przygotować dodatkową ekspozycję - spojrzenie na czasy Solidarności oczami Kobiety Polki.

Danuta Wałęsa sama mówi, że po Pokojową Nagrodę Nobla jechała jako „polska kobieta”, a nie tylko żona swojego męża.

 

Polska przeciętna kobieta i matka jak podkreśla. Piękny to passus we wspomnieniach pani Danuty, piękne podziękowanie dla męża że dane Jej było tę nagrodę odebrać i reprezentować i Jego i Polskę i polskie kobiety i matki. Wszystko to są wielkie słowa, pojemne, rosną kiedy się je mówi czy pisze, ale tym razem naprawdę nie są ani napuszone, ani zbyt duże ani nie na miejscu.

 

Od Modrzejewskiej przez Marię Callas po Danutę W.  To kolejna postać historyczna, z którą się Pani mierzy. Jakie blaski i cienie ma budowanie takiej postaci? Jest trudniejsze niż wykreowanie bohaterki fikcyjnej?

 

Tym razem mam wrażenie, nie chodzi o drobiazgi, tak bym to określiła. O sposób chodzenia, mówienia, barwę głosu czy klimat osoby, chodzi o prostotę, dumę, prawdę, szczerość, odwagę i człowieczeństwo. O Polskę także. To także rzecz o naszej historii.

 

Monodramy to Pani specjalność. Nie zapomnę niesamowitych emocji widzów, ogromnego tłumu, który jak zahipnotyzowany oglądał „Białą bluzkę” na pikniku kulturalnym Co jest Grane w Królikarni w zeszłym roku. Co aktorce daje takie spotkanie z publicznością sam na sam?

 

Solówka. Czy mam tłumaczyć co znaczy dla artysty? Tylko wirtuozi wiedzą o czym mówię i do czego tęskni każdy „tygrys”. Opowiedzenie czegoś w pojedynkę to władza nad historią opowiadaną, nad czasem, tematem, interpretacją, uczuciami. Czasem się to udaje. Ale złudna to przyjemność jeśli temat i bohater nie są najważniejsi. Jeśli widać aktora zza postaci granej. Trzeba zapomnieć o sobie, pochylić się nisko i służyć tematowi i historii a wtedy nuty układają się same i z należnym znaczeniem i siłą.

W spektaklu Danuta W. nie będę sama. Będzie ze mną Ona, Lech Wałęsa, bo także o Nim jest Jej opowieść, o życiu z Nim , u Jego boku. Będzie ze mną nasza historia i nasze wspomnienia. A ja muszę tylko zagrać najprościej jak umiem.

Rozmowaz Dorotą Wyżyńską dla Gazety Wyborczej

________________

Narratorka: „Danuta W.” w wykonaniu Krystyny Jandy

Jandy się słucha. Także wtedy, gdy nie kończy zdań, gdy rozpaczliwie krąży tekstem w kółko, próbując się zorientować, gdzie się pogubiła.

Liczy się jej wyczucie prawdy, instynkt, który nieskładne słowa pozwala włożyć we właściwą melodię, odpowiednio je emocjonalnie nastroić, wyposażyć, uwiarygodnić. Jest fenomenalną narratorką i  decyzja,że nie zagra Danuty Wałęsy, tylko o   niej opowie, nie będzie jej udawać, a  jedynie ją przedstawi, bez wcielania, prosto i  skromnie, była zbawienna dla przedsięwzięcia. Żeby nie siedzieć bezczynnie, kroi jabłka na szarlotkę pieczoną w ażurowym piekarniku, za jej plecami Janusz Zaorski puszcza kroniki z epoki, ale tak naprawdę liczy się tylko jej bezwzględna moc przyciągania uwagi, z  imperatywem: patrzcie na tę kobietę. I  patrzymy – ze śmiechem i  ze wzruszeniem. Nie na żadną tragedię antyczną ani nie na rewizję historii suflowaną przez nienawistników i    nienawistniczki. Na osobę, która żyła uczciwie i  jasno, wiernie i  ciężko, filtrując przez swój krystaliczny system wartości cały kosmos niesamowitych zdarzeń, w  których uczestniczyła. Powinna być syta. A  tymczasem coś gdzieś uciekło, coś się zgubiło, nie dopełniło, coś nie pozwala domknąć bilansu, choć „plusów dodatnich” jest co niemiara, coś nabrzmiewa rozpaczą pod plastrem łagodnego spokoju. Jaka mądra opowieść!

ZWIERCIADŁO

__________________________

Prosta historia

"Danuta W." w reż. Janusza Zaorskiego w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Weronika Łucyk w Teatraliach.

"To nie jest opowieść efektowna, pełna zwrotów akcji. Znaną historię opowiedziano w nieznany dotąd sposób - z perspektywy codzienności i z punktu widzenia tych, którzy stoją na marginesie wielkich narracji. "Danuta W." Krystyny Jandy i Janusza Zaorskiego jest próbą oddania głosu osobom nieobecnym w świadomości publicznej".

 

Kanwą spektaklu są wspomnienia Danuty Wałęsy, zawarte w książce "Marzenia i tajemnice". Podjęte w inscenizacji wątki dotyczą przede wszystkim relacji Wałęsowej z mężem oraz drogi, którą przebyła jako człowiek i kobieta, matka i żona. To wszystko składa się na portret osoby, której życie zostało mimowolnie zdeterminowane przez historyczne przemiany i cudze wybory.

 

Siła scenicznego przekazu tkwi w jego prostocie. Za pomocą minimalistycznych środków autorzy przedstawiają historię szalenie złożoną i poruszającą. Aktorka nie odgrywa swojej bohaterki, ale werbalizuje jej wspomnienia. Właściwą osobą dramatu jest kobieta, która podsumowuje życie - spogląda na nie z dystansem i pełną świadomością zmian, jakie zaszły w niej, jej związku i rodzinie. Monolog Jandy staje się głosem każdej kobiety, która musiała wiele zapłacić, by znaleźć się właśnie w tym punkcie swojego życia. Wiele zyskała, ale musiała też sporo poświęcić. Z tej perspektywy nie ma znaczenia, czy osoba mówiąca ze sceny jest Krystyną Jandą czy Danutą Wałęsową - najważniejszy jest przekaz. Narracji towarzyszą projekcje fotografii i nagrań, które funkcjonują jak wspomnienia, ślady pamięci.

 

Historia dotyczy skromnej kobiety, marzącej o założeniu rodziny i własnym kącie. To wspomnienia każdego, kto pragnie podobnego, i komu przyszło zmierzyć się z wielką samotnością. Według przyjętego przez bohaterkę modelu, powinnością żony było kroczyć za mężem i nie myśleć o sobie. Doświadczenie życiowe pokazało jednak, że pozostawanie w czyimś cieniu wiąże się z niemałym wysiłkiem, a zależność może wymagać - paradoksalnie - samodzielności i niezależności. Lech Wałęsa jest w tej opowieści mężczyzną i mężem, a nie działaczem Solidarności czy bohaterem opozycji. Jawi się jako człowiek trudny, emocjonalnie skryty, samodzielnie podejmujący wszystkie decyzje. Zaangażowanie polityczne sprawiło, że przestał być pomocny rodzinie - służył wyłącznie Polsce, co dla jego żony oznaczało samotną opiekę nad ośmiorgiem dzieci.

 

Relacja Danuty W. jest historią o przebudzeniu, dojrzewaniu do emancypacji rozumianej jako samostanowienie, niezależność, osobność. Wałęsowa odebrała przyznaną mężowi pokojową Nagrodę Nobla - to moment przełomowy, w którym zabiera głos nie jako żona, ale przemawia w imieniu innych Polek - gospodyń domowych. Ta zmiana w myśleniu i postrzeganiu samej siebie stanie się początkiem nowej drogi i wewnętrznej przemiany.

 

Wnioski, do których dochodzi bohaterka, są wynikiem wieloletnich przemyśleń i przepracowanej przeszłości. To nie są refleksje sentymentalne, patetyczne czy pełne goryczy. Krystyna Janda ukazuje kobietę wrażliwą i silną, ale przede wszystkim pogodzoną z losem. Choć jej bohaterka uważa, że nie dość zaznaczyła swoją obecność, i przyznaje, że nie zawsze sprawdzała się jako matka - to jest uczciwa, bezpośrednia; akceptuje siebie i swój bagaż doświadczeń. Krystyna Janda, podobnie jak bohaterka, nie próbuje udawać, że jest kimś innym. Mimo upływu lat, ustrojowych przemian i dawnej roli prezydentowej, Danuta wciąż jest skromną kobietą, która przygotowuje szarlotkę, zawsze według tego samego przepisu. Szczerość aktorki i prawda opowieści są wyczuwalne, wzmacniają wydźwięk historii, stanowią o sile spektaklu.

 

"Danuta W." jest też - pośrednio - spektaklem o Polsce i rozpadzie wspólnoty, którą udało się stworzyć w sierpniu 1980. Młodzieńcze marzenia Danuty z czasem uległy weryfikacji - podobnie stało się z marzeniami o wolności i nowej Polsce. Twórcy spektaklu powiązali zderzenie ideałów z rzeczywistością i poczuciem smutku, ale nie goryczą porażki czy rozczarowania. Rzeczywistość zawsze będzie odbiegać od marzeń i planów, wobec czego trzeba umieć się ustosunkować.

 

Krystyna Janda jest w tym monologu oszczędna, wyciszona, a jej cielesna ekspresja - ograniczona do spokojnego przygotowywania jabłecznika. Zdystansowaniu narracji towarzyszą jednocześnie bardzo intymna atmosfera i emocjonalne wzruszenie, zarówno na scenie, jak i na widowni. Stoicka postawa bohaterki łączy się z bolesną świadomością, że za wszystko trzeba w życiu zapłacić.

"Prosta historia"
Weronika Łucyk
Teatralia Nr 45/06.02.13
Link do źródła
07-02-2013

_________________________

Die First Lady der polnischen Revolution

Der Weltgeist lag immer mit im Ehebett: Krystyna Janda triumphiert
Als Lech Walesas Ehefrau Danuta auf der Bühne in Warschau
Von Gerhard Gnauck

Ist das die polnische "Mutter Courage"? Der Vergleich hinkt. Aber diese Premiere war vielleicht die wichtigste der Warschauer Saison: Die berühmteste Schauspielerin Polens verkörpert die First Lady des polnischen Widerstands. Krystyna Janda, die große Blonde, die Walküre der polnischen Bühne, weltbekannt dank den Filmen Andrzej Wajdas, gibt im "Teatr Polonia" im Herzen Warschaus das Monodram "Danuta W."
Sie spielt Danuta, die Bauerntochter, dann Ehefrau des Arbeiterführers, politischen Häftlings, Friedensnobelpreisträgers und nach 1989 Staatspräsidenten Lech Walesa. Ein großer polnischer Frauentag. Er fällt zusammen mit einem runden Geburtstag: Die Janda, die dieses Privattheater vor sieben Jahren gründete, ist am 18. Dezember 60 geworden.
Da steht sie auf der Bühne, grau in braun gekleidet, mit Schürze, aber doch auf Absätzen: Danuta W. (Krystyna Janda) streckt uns in der Eingangsszene eine Schüssel voller Äpfel entgegen. Acht Stück? Sie will uns nicht verführen. Acht Kinder hat sie geboren zwischen 1970 und 1985, die erste Geburt dauerte zwölf Stunden. "Ich habe nie an mich gedacht", verkündet sie programmatisch, "immer ging ich einen Schritt hinter ihm, so ist es bis heute." Er – das ist Lech Walesa, ebenfalls aus einfachen Verhält

______________________

"Danuta W." Danuty Wałęsy i Piotra Adamowicza w reż. Janusza Zaorskiego w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Kalina Zalewska, jurorka XIX Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Teatr Polonia wystawił wspomnienia Danuty Wałęsy, wydane pod tytułem "Marzenia i tajemnice". Krystyna Janda, która dokonała ich adaptacji, nie udaje w tym spektaklu swojej bohaterki, a tylko opowiada jej losy: jej wersję zdarzeń, historię rodziny i małżeństwa.

Na scenie stoi stół, z wmontowanym poniżej przezroczystym piekarnikiem, a na nim produkty, które posłużą aktorce do przygotowania szarlotki. W finale spektaklu wypiek zostaje pokrojony i rozdany opuszczającej teatr publiczności. Ten gest, a przede wszystkim samo przygotowywanie ciasta, odbywające się w trakcie opowieści, podkreśla jej temat. Kobieta tworząca dom pokazana jest tu w kuchni, ale na tle burzliwych wydarzeń historycznych, w których uczestniczył jej mąż, udokumentowanych na wyświetlanych za nią, zajmujących powierzchnię całej ściany materiałach filmowych. Męskie i żeńskie zostaje oddzielone i skontrastowane od razu, decyzją reżysera spektaklu Janusza Zaorskiego.

Relacja najzupełniej prywatna staje się tu publiczna czyniąc z widzów swojego rodzaju wspólnotę. Nie tylko dlatego, że prezentowane w projekcjach i omawiane przez bohaterkę wydarzenia budzą nasze własne wspomnienia, a w piekarniku dojrzewa szarlotka, ale poprzez opisany w niej los, będący udziałem wielu Polek tamtej epoki, trwających u boku męża i budujących rodzinę w zgodzie z tradycyjnymi wartościami. Historia Danuty Wałęsowej ma bowiem cechy typowe, co podkreśla tytuł spektaklu - choć jest zarazem unikalna i wyjątkowa.

Cywilizacyjny skok, jakiego dokonała bohaterka może budzić podziw: z wioski, w której nie było elektryczności zawędrowała do prezydenckiego pałacu, niczym postać z bajki. A jednocześnie widzimy, jak mało miało to z bajką wspólnego. Janda opowiada o ciężkiej codziennej pracy i bardzo przyziemnych problemach, które musiała pokonać matka ośmiorga dzieci, wychowująca je w rzeczywistości PRL-u, kompletnie obojętnej na jej los. Ale też o wewnętrznym świecie kobiety, marzącej o stworzeniu szczęśliwej rodziny u boku mężczyzny, którego kocha, zawiedzionej przez partnera, który w pewnym momencie życia psychicznie ją opuszcza. Porywa go Polska: strajk, Solidarność, polityka, a w końcu - kiedy już osiągnie wszystko, co było do zdobycia - rozległe możliwości Internetu.

Sierpniowy strajk, ze względu na dokonujące się zmiany, bohaterka wspomina więc jako najpiękniejszy okres w życiu, ale jednocześnie jako czas małżeńskiego kryzysu, kiedy Wałęsa odchodzi do świata wielkich spraw, a ona czuje, że została sama i tak już będzie zawsze. Z kolei odebranie Nagrody Nobla w Oslo, w imieniu męża, który obawia się, że władze pozwolą mu wyjechać, ale nie wpuszczą z powrotem do kraju, jest momentem, kiedy zdaje sobie sprawę, że potrafi być wobec niego niezależna. Niezależna i samorządna jak związek, którym on kieruje.

Nawet wiara jej męża, która po sierpniowym strajku intensyfikuje się i staje dla niego oparciem, nie powoduje jego powrotu do rodziny. Jest siłą, na której buduje on pomyślność "Solidarności" i swoją własną. Pociechą dla jego żony stają się wtedy inni ludzie, przede wszystkim jednak Jan Paweł II, dający wyraźne znaki, że rozumie jej los. Papież, podczas jednej z wizyt dostrzegający jej nowy kapelusz i fakt, że jest jej w nim bardzo ładnie, wypełnia tak naprawdę powinności jej męża, pochłoniętego ważniejszymi sprawami.

Na czym polega model funkcjonowania, w który wpisuje się Lech Wałęsa i wielu polskich mężczyzn w tym czasie, a któremu delikatnie, żeby nie urazić przewodniczącego, przeciwstawia się papież i żona założyciela "Solidarności"? Na prymacie mężczyzny, który zarabia na dom i rodzinę, ale jego uwaga skierowana jest na zewnątrz. I na podległości kobiety, zajmującej się tym, co w środku: setką domowych czynności i wychowaniem dzieci, a nierzadko, gdy jest ich mniej niż w rodzinie Wałęsów, podejmującej pracą zarobkową.

Model ten, zwany patriarchalnym, ma więcej wspólnego z twardym podziałem na męskie i żeńskie, uświęconym tradycyjną religijnością, z przekazywanymi od pokoleń nawykami, wreszcie ze specyfiką naszej historii niż z nowoczesnym chrześcijaństwem. W Polsce ma swoją heroiczną odmianę. Wedle zapisanego w narodowej podświadomości kodu mężczyzna opuszczający dom, żeby działać dla sprawy polskiej, dostaje rozgrzeszenie wszystkich, także samych kobiet. On na Syberii, w powstaniach i podziemnych organizacjach, na tajnych zebraniach, a ona przy kuchni, doglądająca gospodarstwa i dzieci, a w chwilach wolnych pielgnująca rannych, przyjmująca spiskowych czy drukująca ulotki, jak Wałęsowa, trzymająca wałek drukarski w lodówce. Samowystarczalna i potrafiąca poradzić sobie bez niego, jeśli trzeba. Ta tradycja - piękna i patriotyczna - pod ręką zwłaszcza w momentach zagrożenia, często się wyradza w spokojniejszych czasach, stwarzając polskiemu mężczyźnie alibi, jakiego inni nie mają. Ucząc go pobłażliwości dla tego, co przyziemne, codzienne i domowe, właściwe kobietom, pozostającym w cieniu, ale na posterunku. Otwierając furtkę dla lenistwa, braku empatii i zwykłego egoizmu, tłumaczonych wyższą koniecznością i właściwościami męskiej natury.

Wałęsowie idealnie wpisują się w ten model, niestety także w jego wypaczenia. Może zresztą, między innymi z ich powodu, polityczna kariera Wałęsy w nowych czasach blednie. Do Belwederu wprowadza się sam i zamiast szczycić się swoją rodziną - odwiedza ją co weekend w Gdańsku. Jest to konsekwencja podziału na prywatne i publiczne, jakiego dokonał dziesięć lat wcześniej, ale i braku świadomości, że pozbawia się największego atutu. Jego następca przeciwnie - chwali się żoną i córką, forsując zresztą bardzo skutecznie inny model obyczajowości. Atutem, którego pozbawił się Wałęsa, jest możliwość przeżywania losu razem z partnerką, na równych z nią prawach, wychodząc naprzeciw kobiecej potrzebie uczuć i dzielenia się doświadczeniami, mniej istotnej dla mężczyzn przede wszystkim poznających i zdobywających świat. Zdominowana lub zlekceważona kobieta nigdy się tą partnerką nie stanie, a z czasem zbuduje własne królestwo, w którym mężczyzna pewnego dnia może poczuć się gościem, a nie gospodarzem.

W epoce gwałtownej emancypacji kobiet i urlopów tacierzyńskich w teatrze Polonia możemy skonfrontować się z niedawną przeszłością i z ceną, jaką zapłaciły za nią kobiety. Publiczność zostaje tu zaproszona na wspomnienia i przyjęcie zarazem, do kuchni, w której lepiej opowiada się własny los. Obraz Jandy w fartuchu przygotowującej szarlotkę, przysiadającej na krześle, kiedy wspomina Papieża, chowającej w dłoniach twarz, kiedy przeżywa załamania bohaterki, a przy tym wszystkim kobiecej w każdym calu, to zamknięty w gestach, odruchach i słowach obraz naszych matek, ciotek i babć. Trwających jak opoka podczas dziejowych burz i naporów, chroniących życie, zachowujących trzeźwość i zdrowy rozsądek, broniących swoich mężów, choć dobrze znających ich słabe strony i cenę kompromisu, jakiego wymaga utrzymanie rodziny, ale w nowej epoce coraz częściej budujących własne imperium. Obraz świata, który nieuchronnie odchodzi.

"Ostatnia taka szarlotka"
Kalina Zalewska
mat. własny
18-12-2012
_____________________________

Danuta W.

Idźcie do teatru żeby zobaczyć spektakl, jakich już się nie robi. Idźcie, a zobaczycie aktorstwo jakiego już nie ma. Chciałabym powiedzieć Wam coś mądrego, ale naprawdę nie wiem co. Janda mnie totalnie rozwaliła. Kasuję wszystko, co napiszę, bo wydaje mi się, że w żaden sposób nie potrafię nazwać tego, co zrobiła Janda na scenie. Okay, spróbuję.

Była totalnie przeźroczysta. To było, co mi przyszło do głowy kiedy na nią patrzyłam na scenie. Jej tam nie było. Krystyna Janda nie grała Danuty Wałęsy.

To Danuta Wałęsa była Krystyną Jandą. Danuta Wałęsa mówiła głosem Jandy.

Patrzyłam na scenę i nie widziałam aktorki. Widziałam za to wszystkie te osoby, których ona opowiadała. Widziałam sytuacje, słyszałam rozmowy.

Janda mówiła tekst używając minimalnych środków aktorskich.

Był tekst.
I była aktorka, która nie chciała się popisywać.

Gdzieś tam w tle był jakiś jabłecznik i jakieś wizualizaje. Jestem pewna, że Janda poradziłaby sobie bez tego, nawet mówiąc cały tekst, który był w książce. Specjalnie piszę mówiąc, a nie grając. Słowo „gra” wydaje mi się teraz za bardzo na wyrost. Mam wrażenie, że w tym kontekście byłoby nacechowane negatywnie. Świadczyło o jakimś udawaniu. A to, co staram się zrobić, to podkreślić, że tak czystego aktorstwa nie widziałam od dawna. To się powinno nagrać i codziennie rano włączać studentom wydziałów aktorskich. Żeby widzieli ile można powiedzieć widzowi samym słowem. Co można z nim zrobić. Na ile milionów sposobów można coś przekazać. Janda potrafi słowem oddać tyle emocji, ilu ja nawet nie potrafię nazwać.

To jest zwyczajnie tak niesamowite, że pierwszy raz w życiu patrzę na klawiaturę i nie umiem napisać tego, o czym myślę.

Idźcie na Dantuę W.

http://blackdresses.pl/2012/10/21/genialna-janda-w-danucie-w/

__________________________________

Matka Polka Wałęsowa?

"Danuta W." w reż. Janusza Zaorskiego z Teatru Polonia w Warszawie na XXIV Gliwickich Spotkań Teatralnych. Pisze Alicja Siwik w Portalu Katowickim

Gdy brałam do ręki książkę "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy spodziewałam się, że po przeczytaniu kilku stron odłożę ją z powrotem na półkę. Nie wierzyłam, że Danuta Wałęsa może mieć coś ciekawego do powiedzenia. Jakże się pomyliłam! Wspomnienia byłej prezydentowej wciągnęły mnie niemal natychmiast i choć samej książce można kilka rzeczy zarzucić myślę, a przynajmniej mam taką nadzieję, że Danuta Wałęsa świadomie wybrała taką właśnie formę pokazania światu swojego prawdziwego "ja".

 

Z wielkim entuzjazmem przyjęłam więc wiadomość, że Krystyna Janda chce przenieść wspomnienia byłej pierwszej damy na scenę teatralną. Może okażę się człowiekiem małej wiary, ale znów miałam wątpliwości, jak to miałoby wyglądać. Krystyna Janda zaadaptowała tekst, zaprojektowała (o ile tak można powiedzieć) scenografię oraz zagrała główną rolę. Całość wyreżyserował Janusz Zaorski. Aktorka wycisnęła z opowieści Danuty Wałęsy to, co najważniejsze. Pominęła zajmujące dużą część wspomnień opowieści na temat duchownych, których spotkała na swojej drodze życiowej. Zrezygnowała z dywagacji na temat opozycjonistów i przyjaciół Lecha Wałęsy. Skupiła się tylko i wyłącznie na życiu, uczuciach i przemyśleniach Danuty Wałęsy ukazując kulisy wspaniałej kobiecej historii dziejącej się na marginesie przełomowych wydarzeń, w których główną rolę grał jej mąż Lech Wałęsa.

 

Ta mała, a zarazem wielka historia, to opowieść o życiu Danuty Wałęsy. Życiu w cieniu swojego męża, życiu w cieniu wielkiej polityki i historii, życiu w samotności. Życiu, któremu jedyny sens nadawały narodziny kolejnych dzieci i kolejne przełomowe lata polskiej historii: rok 1970, 1980, 1981, 1989 itd.

 

Krystyna Janda, jako Danuta W. snuje swoją opowieść przy kuchennym stole, przygotowując szarlotkę, ulubione ciasto swoich dzieci. Została przy tym stole sama, dzieci dawno odeszły w świat, a mąż zafascynowany komputerem i nowymi technologiami zapewne siedzi gdzieś w pokoju i słucha Radia Maryja (by jak mówi "Lepiej poznać swojego wroga"). Danuta opowiada zatem o wyjeździe z rodzinnej wsi, pracy w kwiaciarni, w której poznała Lecha Wałęsę, ślubie (z którego niewiele właściwie pamięta), narodzinach kolejnych dzieci, przeprowadzkach, rewizjach, aresztowaniach, nagrodzie Nobla i wielu, wielu innych hostoriach. Najważniejsze nie są jednak kolejne fakty z życia jej i męża a to, że wreszcie sama się do nich ustosunkowuje. To wreszcie ona - Danuta W. - zabiera głos i opowiada swoją historię, opowiadając zarazem historię wielu Polek, które wspierały mężów w czasach PRL-u ograniczając własne życie do gotowania obiadów, sprzątania i opieki nad dziećmi, by w tym czasie ich mężowie mogli zająć się "tworzeniem historii". Z opowieści byłej prezydentowej wyłania się dość smutny obraz kobiety, której zdania mąż nigdy nie brał pod uwagę, a bez której jego życie być może wyglądałoby inaczej (to dzięki niej miał pewność, że cokolwiek będzie się działo, to istnieje miejsce, w którym ktoś na niego czeka, czuwa nad jego dziećmi - miejsce do którego zawsze może wrócić). Wyłania się obraz kobiety, która traktowana była przez wielu jedynie jako "żona swojego męża". Tymczasem okazuje się "żona swego męża" ma własne zdanie, swoją historię do opowiedzenia, swoje zasługi - to, czego mąż nigdy nie doceniał. Danuta W. wychodzi teraz z cienia i opowiada światu, jakie naprawdę było jej życie.

 

Realizacja i inscenizacja wspomnień Danuty Wałęsy, na którą zdecydowała się Krystyna Janda, właściwie wyczerpuje możliwe interpretacje "Marzeń i tajemnic" - chyba, że ktoś z twórców teatralnych zdecydowałby się na inne odczytanie biografii byłej pierwszej damy. Wówczas miałby jeszcze przynajmniej dwie możliwości interpretacji. W uproszczeniu: po pierwsze odczytanie skrajnie "feministyczne", według którego Danuta Wałęsa przerywa milczenie i wyrasta na kobietę buntującą się przeciwko swojemu mężowi. I po drugie - skrajnie nazwijmy to podejściem "katolickim" - prezydentowa wyrasta na Matkę Polkę wiernie stojącą obok swojego męża, przez całe życie wspiera go rezygnując zarazem z własnych marzeń. Każde z tych odczytań byłoby jednak nadużyciem. Danuta Wałęsa, zarówno ta prawdziwa jak i ta w interpretacji Krystyny Jandy, stoi gdzieś pośrodku, nie przyświeca jej żadna konkretna idea. Może poza tą tylko, że... chce opowiedzieć swoje życie. Bohaterka jest Matką Polką Wałęsową. Tak jak jej mąż, mający w sobie coś z demokraty i z dyktatora, łączy w sobie bycie "Matką Polką", żoną oraz - samą sobą.

 

Spektakl wyreżyserowany przez Janusza Zaorskiego wpisuje się w tendencję modnego ostatnio "teatru środka". "Danuta W." to spektakl prosty, acz momentami wymagający (dla niektórych widzów dwie i pół godziny z jedną aktorką na scenie to nie lada wyzwanie). Ascetyczna scenografia (stół, krzesło i piekarnik, w tle projekcje rodzinnych zdjęć z archiwum Wałęsów oraz historii Polski), a w samym środku tego wszystkiego Krystyna Janda obierająca jabłka i piekąca szarlotkę sprawiają, że widz skupia się na opowieści, nie na obrazie.

 

"Danuta W." Krystyny Jandy to spektakl dobry i choć od takiej formy jak monodram oczekuje się wcielenia (wtopienia) w postać, aktorka zdecydowała się zrelacjonować życie prezydentowej pozostając sobą, a nie grając Danutę Wałęsę. Decyzja ta na pewno sprawdziła się w przedstawieniu.

 

 

 

Teatr Polonia - "Danuta W."; reżyseria: Janusz Zaorski; adaptacja, wykonanie i scenografia: Krystyna Janda; asystent scenografa: Małgorzata Domańska; światło: Andrzej Wolf; spektakl pokazany na scenie GTM przy Nowym Świecie w ramach XXIV Gliwickich Spotkań Teatralnych; 11.05.2013

 

Kobieta, jakiej nie znacie

Na czas spektaklu „Danuta W.” odizolowano pół klubu „Od Nowa”. Pojawiła się dodatkowa ochrona, a każdy z widzów - dla rozpoznania - dostał specjalną opaskę na rękę. 

Gdy Krystyna Janda zaczynała ponaddwugodzinną opowieść, nikt nie spodziewał się, że ten czas minie tak szybko.

To ogromna sztuka, zwłaszcza w monodramie, w którym aktor pozostaje z widzami sam na scenie i musi skupiać na sobie ich uwagę. Krystyna Janda zrobiła to bez trudności już od pierwszych minut. Gdy stanęła samotnie przy kuchennym stole, na ekranach za jej plecami i po bokach wyświetlano archiwalne materiały. I tak przez cały spektakl, który rozpędził się, gdy historia dotarła do nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku.

„Danuta W.” to nie tylko opowieść o silnej kobiecie, która w pewnym momencie postanowiła zawalczyć o siebie. To również opowieść o najnowszej historii Polski, widzianej z perspektywy matki i żony, która - pomimo że była wciąż obok najważniejszych wydarzeń - musiała zajmować się domem. Musiała stać z boku, aby pozwolić realizować się swojemu mężowi Lechowi Wałęsie. Twierdzenie, że gdyby nie ona, jemu nie udałoby się zajść tak daleko, po obejrzeniu spektaklu wydaje się jak najbardziej trafne.

Janda przerwała swój monolog tylko raz - gdy wspominała o zabitych w kopalni „Wujek”. Na ekranach pojawiła się wówczas czarna plansza, a widzowie razem z nią oddali hołd poległym. Co ciekawe, w sztuce, która powstała na podstawie biografii Danuty Wałęsy, nie zrezygnowano z anegdot pokazujących zupełnie inne oblicze prezydenta RP niż te, które znamy. O tym, że słucha Radia Maryja, bo chce poznać język wroga, a także jak poproszony w domu przez żonę o rozmowę - chciał to załatwić przez... Skype’a.

- Zanim zdecydowałam się na biografię, zapytałam męża i dzieci, czy powinnam opisać wszystko tak jak było. Obiecali mnie wspierać. Po premierze dzieci robią to nadal. Mąż już nie - opowiadała Danuta Wałęsa na spotkaniu z widzami. - Moje życie to życie wielu polskich rodzin. Czuję się pionierką, która otworzyła dla świata kobietę. Jestem dumna, że opowiedziałam tę historię tak szczerze. I to tak bardzo, że czasem przy tej opowieści płakałam. Marzy mi się tłumaczenie książki na język angielski.

- Wzruszyłam się podczas czytania. To niezwykle szczery głos niedocenionej kobiety. W monodramie nie chciałam nikogo udawać. Postanowiłam opowiedzieć jej losy oraz historie naszego kraju od siebie - mówiła Krystyna Janda po spektaklu. - Do dziś, gdy gram ten monodram, przewijają mi się przed oczami sceny z mojego życia. Dlatego pozostawiłam wszystkie daty, aby każdy z widzów mógł odebrać tę sztukę w podobny jak ja sposób. Zagrałam ją już około 90 razy. Za każdym razem widownia po zakończeniu wstaje.

Fakt

Gazeta Wyborcza

Gazeta Wyborcza

Gość niedzielny

Życie na gorąco

c716_Gazeta_Wyborcza___Katowice__19_10_12__28142_7

c716_Newsweek_Polska__15_21_10_12__20823_49

c716_Sukces__10_12__25510_9

Nowa Trybuna Opolska

biurko_2

c716_Echo_Dnia

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__22_02_13__2749_21

c716_Rzeczpospolita__19_12_12__243_44

c716_Gala__20_08_02_09_12__2344_59

c716_Glos_Pomorza__25_01_13__19135_54

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki__01_02_09_12__13657_29

c716_Aktivist__03_13__7014_7

c716_Dialog__12_12__21958_17

c716_Dialog121273540

c716_DZIENNIK___Gazeta_Prawna_dodatek__Kultura___Program_TV__12_14_10_12__6010_4

c716_Dziennik_Polski__04_02_13__32_56

c716_Dziennik_Polski_dodatek___magnes__31_01_13__2830_3

c716_Dziennik_Polski_dodatek__18_01_13__8959_48

c716_Echo_Dnia__05_04_13__3840_8

c716_Echo_Dnia__12_04_13__6743_1

c716_ELLE__11_12__11223_34

c716_Express_Ilustrowany__01_03_13__4736_57

c716_Express_Ilustrowany__02_03_13__10113_21

c716_Express_Ilustrowany__04_03_13__12949_28

c716_Express_Ilustrowany__05_03_13__6125_11

c716_Express_Ilustrowany__07_02_13__1251_11

c716_Express_Ilustrowany__10_10_12__24936_13

c716_Express_Ilustrowany__28_02_13__11031_47

c716_Fakt__13_14_10_12__7237_54

c716_Fakt__15_10_12__6935_0

c716_Fakt__15_10_12__7136_19

c716_Fakt__23_07_12__10844_45

c716_Gala__20_08_02_09_12__2344_59

c716_Gala__29_10_11_11_12__17728_53

c716_Gazeta_Olsztynska__09_10_12__11646_13

c716_Gazeta_Olsztynska__12_10_12__22012_19

c716_Gazeta_Wspolczesna_Dodatek__12_10_12__4137_47

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__01_10_12__9020_3

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__02_10_12__608_8

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__03_10_12__2642_20

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__04_02_13__429_17

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__06_07_10_12__15_33

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__22_08_12__537_34

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__23_08_12__189_27

c716_Gazeta_Wyborcza____Stoleczna__28_08_12__131_31

c716_Gazeta_Wyborcza___Katowice__19_10_12__28142_7

c716_Gazeta_Wyborcza___Kielce__26_04_13__20631_50

c716_Gazeta_Wyborcza___Krakow_dodatek___Co_Jest_Grane__01_02_13__8452_1

c716_Gazeta_Wyborcza___Lodz__02_03_03_13__8828_46

c716_Gazeta_Wyborcza___Lodz__04_03_13__12343_10

c716_Gazeta_Wyborcza___Lodz_dodatek___Co_Jest_Grane__01_03_13__1448_54

c716_Gazeta_Wyborcza___Lublin__22_02_13__11545_57

c716_Gazeta_Wyborcza___Lublin_dodatek___Co_Jest_Grane__30_11_12__17818_41

c716_Gazeta_Wyborcza___Poznan__13_14_04_13__11939_29

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin__01_02_13__2358_21

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin__10_04_13__133_57

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin__13_03_13__637_44

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin__15_04_13__13914_4

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin__20_21_04_13__7332_11

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin__21_22_07_12__123_20_1

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin_dodatek___Co_Jest_Grane__12_04_13__1743_1

c716_Gazeta_Wyborcza___Szczecin_dodatek___Co_Jest_Grane__19_04_13__2810_43

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__06_09_12__16318_34

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__12_10_12__2571_18

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__13_14_10_12__849_55

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__23_10_12__799_19_1

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__24_09_12__17726_51

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__24_10_12__18925_27

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__25_06_12__4319_35

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto__31_12_12_01_01_13__410_32

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto_dodatek___Co_Jest_Grane__05_10_12__3537_27

c716_Gazeta_Wyborcza___Trojmiasto_dodatek___Co_Jest_Grane__07_09_12__12847_47

c716_Gazeta_Wyborcza__13_14_10_12__74_5

c716_Gazeta_Wyborcza__15_06_12__6134_25

c716_Gazeta_Wyborcza__15_10_12__7843_53

c716_Gazeta_Wyborcza__27_28_10_12__719_1

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__01_02_13__3050_58

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__01_03_13__2859_6

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__02_11_12__5144_49

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__12_10_12__4759_4

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__22_02_13__2749_21

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__28_09_12__5749_44

c716_Gazeta_Wyborcza_dodatek___Co_Jest_Grane__30_11_12__3332_38

c716_Gazeta_Wyborcza_Dodatek__31_01_13__6224_32

c716_Glos_Pomorza__02_01_13__7515_29

c716_Glos_Pomorza__03_12_12__23420_31

c716_Glos_Pomorza__07_12_12__19430_3

c716_Glos_Pomorza__11_12_12__15923_37

c716_Glos_Pomorza__18_01_13__1751_53

c716_Glos_Pomorza__19_12_12__6727_16

c716_Glos_Pomorza__25_01_13__19135_54

c716_Glos_Pomorza__26_27_01_13__233_23

c716_Glos_Szczecinski__13_03_13__519_35

c716_Glos_Szczecinski__15_04_13__16220_13

c716_Glos_Szczecinski__18_04_13__11739_8

c716_Glos_Szczecinski__20_21_04_13__4155_49

c716_Glos_Szczecinski__22_04_13__6749_2

c716_Glos_Szczecinski_dodatek__19_04_13__28059_59

c716_Gosc_Niedzielny__21_10_12__9827_38

c716_Gosc_Niedzielny__24_06_12__369_29

c716_Kurier_Szczecinski__03_04_13__1120_32

c716_Kurier_Szczecinski__05_07_04_13__2825_22

c716_Kurier_Szczecinski__05_07_04_13__3234_7

c716_Kurier_Szczecinski__13_03_13__2612_48

c716_Kurier_Szczecinski__15_04_13__821_39

c716_Kurier_Szczecinski__19_21_04_13__2877_35

c716_Kurier_Szczecinski__19_21_04_13__2919_20

c716_Kurier_Szczecinski__26_28_04_13__450_35

c716_Kurier_Szczecinski__31_01_13__7410_48

c716_Metro__05_09_12__1704_43

c716_Metro__09_10_12__6543_15_1

c716_Metro__09_10_12__6543_15

c716_Metro__12_10_12__11729_9

c716_Metro__15_17_06_12__1342_13

c716_Metro__26_28_10_12__9445_45

c716_Metro__27_30_09_12__1125_48

c716_Metro__31_08_02_09_12__2530_18

c716_Newsweek_Polska__01_07_10_12__8545_3_1

c716_Newsweek_Polska__01_07_10_12__8545_3

c716_Newsweek_Polska__15_21_10_12__20823_49

c716_Nowa_Trybuna_Opolska__14_12_12__18444_30

c716_Pani__10_12__982_51_1

c716_Pani__10_12__982_51

c716_Pani__10_12__7444_50

c716_Pani__11_12__21520_3

c716_Party__20_08_12__2720_47

c716_Polityka__12_18_12_12__90_30

c716_Polityka__19_12_12_01_01_13__17930_48

c716_Polityka__24_04_07_05_13__4222_1

c716_POLSKA___Metropolia_Warszawska__08_10_12__670_9

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki__01_02_09_12__13657_29

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki__05_10_12__5335_39

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki__08_10_12__17949_3

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki__11_10_12__1714_32

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki__20_07_12__6849_11

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki__25_09_12__1331_5

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki_dodatek__05_10_12__2236_39

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki_dodatek__05_10_12__2640_20

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki_dodatek__13_14_10_12__3133_50

c716_POLSKA_Dziennik_Baltycki_dodatek__29_30_09_12__28428_15

c716_POLSKA_Dziennik_Lodzki__04_03_13__11629_30

c716_POLSKA_Dziennik_Lodzki__07_02_13__428_9

c716_POLSKA_Dziennik_Lodzki__10_10_12__13213_57

c716_POLSKA_Dziennik_Lodzki__26_10_12__17454_46

c716_POLSKA_Dziennik_Lodzki__27_02_13__2017_54

c716_POLSKA_Dziennik_Lodzki_dodatek__01_03_13__3826_20

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI__02_11_12__1888_43

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI__15_06_12__2720_12

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI__26_03_13__192_33

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI__26_10_12__30223_0_1

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI__26_10_12__30223_0

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI_dodatek__05_04_13__7210_22

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI_dodatek__22_03_13__4416_30

c716_POLSKA_DZIENNIK_ZACHODNI_dodatek__26_04_13__8138_56

c716_POLSKA_Gazeta_Krakowska__20_21_10_12__10535_21

c716_POLSKA_Gazeta_Krakowska_dodatek__01_02_13__7947_51

c716_POLSKA_Glos_Wielkopolski_dodatek__12_04_13__15435_37

c716_POLSKA_Kurier_Lubelski_dodatek__21_09_12__3226_13

c716_Przekroj__21_01_13__418_0

c716_Przekroj__22_10_12__14258_35_1

c716_Przekroj__22_10_12__14258_35

c716_Rewia__01_08_12__24813_39

c716_Rewia__24_10_12__26325_41

c716_Rzeczpospolita__15_10_12__6210_21_1

c716_Rzeczpospolita__15_10_12__6210_21

c716_Rzeczpospolita__19_12_12__243_44

c716_Slask__04_13__2383_47

c716_Sukces__10_12__25510_9

c716_Super_Express__19_10_12__582_21

c716_Swiat___Ludzie__18_10_12__2032_52

c716_Teatr__10_12__95_29

c716_Tele_Max__30_07_12__22147_36

c716_Tele_Tydzien__22_10_12__17440_34

c716_Tele_Tydzien__30_07_12__27444_26

c716_Temi__30_01_13__113_44

c716_Twoj_Styl__10_12__9911_54

c716_Twoj_Styl0413115423

c716_Twoje_Imperium__22_28_10_12__16631_47

c716_Tygodnik_Angora__28_10_12__4247_0

c716_Tygodnik_Angora__28_10_12__4347_16

c716_Tygodnik_Powszechny__08_07_12__1324_32

c716_UWAZAM_RZE__29_10_04_11_12__22319_36

c716_VIVA__03_01_13__174_2

c716_VIVA__25_10_12__189_22

c716_VIVA__25_10_12__254_16

c716_Warszawa_Nasze_Miasto__08_10_12__9829_34

c716_Wprost__08_14_10_12__18215_8

c716_Wprost__12_18_11_12__25649_53

c716_Wprost__22_28_10_12__11117_50

c716_Ziemia_Kaliska__08_02_13__983_37

c716_Ziemia_Kaliska__12_04_13__1109_8

c716_Zwierciadlo__11_12__4037_57

c716_Zwierciadlo__12_12__8655_19

c716_Zycie_Kalisza__03_04_13__921_15

c716_Zycie_na_Goraco__18_10_12__10230_46

c716_Zycie_na_Goraco__25_10_12__24230_35

c716_Zycie_na_Goraco__30_08_12__6544_15

c716_Nowosci__28_10_13__15147_21

c716_Gazeta_Pomorska__28_10_13__643_8

DANUTA W. plakat

DANUTA W. plakat



bg

bg