KLAUS

25 czerwca 2006

KLAUS

Mam wrażenie , ze wszystkie gazety zwariowały na punkcie ankiet, quizów, krótkich wypowiedzi na różne tematy. Przynajmniej raz dziennie mam telefon, który brzmi mniej więcej tak:

- Dzien dobry, tu Albertyna Prustowska, jakim samochodem pani jeździ?...

Ja na to przerażona:

- A dlaczego pani pyta, nie zapłaciłam może OC, czy cos się stało?...

- nie proszę pani, to ankieta do gazety „ Iskra” …itepe.

W tym tygodniu jak kretynka wezwana nagle do tablicy, nie umeijac odmówić , na zawołanie zastanawiałam si nad nastepuącymi sprawami”

1) Co dał mi dom rodzinny/

2) Jakie kobiety mężczyźni lubią najbardziej?

3) Jaki samochód według mne jest najlepszy? ( Swoja drogą wybrali sobei w moej osobie niezłego „ eksperta” odpowiedziałam ze nowy.)

4) Jak bym chciała spędzic wymarzony dzień?

5) Jaki jest mój przepis na mazurek świąteczny?

6) Co sądze o naturalnej regulacji poczeć?

Ponieważ do wszystkiego podchodze serio, zaczynam się zastanawiać , na przykład, ilu procentowo mężczyzn w Polsce przychodzi wieczorem do domu pijanych. Czy w karju alkoholików naturalne metody zapobiegania ciazysą w ogóle możliwe do zastosowania? Kto potrafi wytłumaczyc w takim stanei cokolwiek? Potem usiłuję z grubsza obliczyc ile kobiet jest pijanych w tym momencie. Przypuszczam ze w niemałej ilości domów kobieta , zanim dojdzie do szafki z termometrem, żeby sobei zmierzyc temperaturę czy zajrzec do kalendarzyka małżeńskiego, dostaje po „ Ryju” i zostaje zgwałcona. Staram się to nieśmiało sformuowac w wywiadzie dla kolejnej gazety, a jednoczesnie narasta we mnie poczucie buntu, dlaczego mam się wypowiadac na wszystkie te tematy.

Dzis rano telefon i pytanie:

- Czego się pani spodziewa po wizycie papieża?....

W pierwszym odruchu powiedziałam:

- Ja ? Niczego.

Niczego potem ledwo wybłagałam żeby tego nie wydrukowali. Uprosiłam, odłożyłam słuchawkę, mam pisac ddla państwa, a to pytanie nie daje mi spokoju…Czego ja się mianowicie ewentualnie spodziewam po wizycie papieża?

Chciałabym państwu opowiedziec o moim kochanym, cudownym chrakteryzatorz, z którym „ spędziłam” rok w pewnym filmie. O młodym Niemcu, Klausie, nazywanym przeze mnie SzuSzu. Homoseksualiście , szczesliwym w dziesieć lat trwającym związku z innym młodym, inteligentnym czarującym człoweikem, historykiem szuki. O SzuSzu , wesołym, niezwykle oczytanym, wrażliwym mężczyźnie, jednymz jabardziej wrtosciowych ludzi, jakich udało mi się spotkać w życiu. Katoliku, głęboko wierzącym, z którym łączyło mnie właściwie wszystko, dzieliła zaś jedna rzecz- jego nienawiść do naszego papieża.

Kied spotkałam Klaisa, przeżywał głęboko niedawna śmierć kolegi chorego na AIDS, którego razem ze swoim przyjacielem pielęgnowali dwa lata u siebie w domu, a trego jak opowiada Klaus, nznależli w ciezkim stanei na schodach jednego z kolońskich kościołów. Jako ze Kalus mieszkał na stałe w Kolonii. Nie mge zapomnieć jak do mnie, osłupiałej, przybyłej z karju, gdzie w niedzilę kościoły sa pełne, a 95 procent ludzi deklaruje ze sa katolikami, krzyczał , ze nie potrzebuje, ze sam sobei poradzi, że i tak się z Bogiem porozumie i wszystko mu wytłumaczy, nie wchodząc do tego sekretariatu, jakim się meini Kościół i nei porozumiewając się z Boga głupimi sekretarzami.

I nie zapomnę , jak wreszcie zrozumiałam, ze – co prawda- przyjeżdżam z karju gdzie ludzie chodza do kościoła nazywaja się katolikami, katolikami karju) którego widoku nie zapomne , kiedy pewnego roku w Boze Ciało chciałam go przejechac w szerz, a ponieważ kościoły stoja głownie przy drogach, była to najwolniejsza i najpiękneijsz apodróz w moimzyciu, bo jechałam prawie cały czas pomiędzy klęczącymi ludzmi i po kwiatach, w szumie łopoczących biało- niebeiskich chorągwi), w którym zupełnie nei przeszkadza tym samym ludziom po mszy leżeć pijanym w rowach, traktowac dekalog z pogardliwym uśmiechem, jakby jedno z drugim nie miało nic wspólnego,wspólnego wkazdym razie traktowac wiarę i „ Bycie katolikiem” czyli Chrzescijanianem , duzo mniej powaznie niż mój Klas. A mimo to Kościół go nei cce, odrzuca, bo zdbładził, bo jest gejem, i nei AM dla niego miejsca w tym Kościele. Dlatego Klaus nienawidzi id asobei rade sam.

Klaus przyszedł do tegoż filmu do którego zrobienia zosatlismy oboje zaanga zowania, pracować nad moja twarzą , jako trzeci z kolei charakteryzator, dwóch poprzednich reżyser zwolnił, bo jak twierdził, nie umeili mnie malować. Nieskazitelnie ubrany, pachnący, o pięknych dłoniach ozdobionych dwudziestoma oryginalnymi pierscionakmi, z ufarbowanymi, zakręconymi, opadającymi aż do pasa włosami. Na widok mojego zdumienia uśmiechnał się i powoedzał rozbrajająco:

- Mężczyźni wolą blondynk.

Malował mnie, czesał cały dzien, robił próby charakteryzacji, efekt był naprawde dobry. Nasepengo dnia malował i czesał cztery godziny przed pierwszym dniem zdjęciowym. Efekt był znakomity. Ja wiedzac ze mam do zagrania długą , cieżka napisana scene rozrachunkową z odchodzącym ode mnie filmowym ezem, odbywajaca siew dodatku podczas balu urodzinowego naszej córki, nie zwracałam uwagi na to zo robił Klaus, cały czas zastanawiałam się co zrobic z moja scną – klisem, jak dodac jej fantazji, lekosci , nie wiem czego…

Pojechaliśmy na palan, Klaus, obgryzając cały czas ze zdenerwowania paznokcie, perfumując się co minuta i mówca co chwila, ze zemdleje na widok reżysera, ja zajetam myleniem o scenie.

Rezyserajeszcze nei było kiedy dojechaliśmy, a ja zobaczyłam przygotowane maski, konfetti i serpentny u rekwizytora. Niewiele myśląc , złapałam wielki gumowy, różowy świński ryjek, czując ze jest to wybawienie z moich atystycznych problemów na ten dzien i nei namyślając się wiele , włożyłam go sobie na pieczołowicie wykonany przez Klausa makijaż, udaremniając jakakolwiek ocene jego starń. Reżyser na mój widok najpierw zbaraniał, a po róbie, na torej zagałam jak umaiłam najprawdziwiej i najlepiej , najbardziej wzrusząco za to z świńskim ryjkiem na twarzy, zawył z radości. Sentymentalna cena rozstania z mężem ze swojskim ryjkiem to jest cos krzyczał z radości. Klaus natomiast długo tego dnia miał oczy czerwone od płaczu, kiedy przychodził przypudrowac mi te trzyce ntymery czoła które było widac spod różowej gumy, unosił w dwóch aplach z obrzdzeniem cały ryjek i potem delikatnei umieszczał go na amijscu. Tego dnai zaprzyajznilismy się z Klausem naśmierc i zycie. Mył , czesal, pocieszał, przynosił kawę, chusteczki nasączone miętą podczas pięćdziesięciostopniowych upałów , bo ręcilismy cześc zdjęć w Arizonie Arizonie an pustyni. Uczył niemieckiego, nie spuszczał z oka na zdjęciach, bo należe do aktorek które nie maja w zwyczaju spojrzec ani razu podczas całego dnia zdjecioweg d lustra i nienawidzą poprawiania makijażu a w zwazku z tym charakteryzatorów, uważając ze przeszkadzaja im w pracy.

Za to wysłuchiwałam godzinnych relacji z jego codziennych rozmów telefonicznych telefonicznych „ meżem” , przychodziłam w nocy do niego do pokoju hotelowego, wzywana , żeby usunać pajaka z poscieli czy sciany, leczyłam z przeziębienia. Bez zmrużenia oka gryzłam ofiarowana, napoczeta właśnie przez niego czekoladke, pozwalałam się amlowac wiecznie rozkrwawionymi od obgryzania skorek przy paznokciach palcami, jednoczesnie umeirajać ze starchu, ze być może właśnie zarazam się AIDS (idiotka).

SzuSzu okazał się najlepszym , najofiarniejszym, posiadajćym najwięcej podnosci osobistej człoweikeim w całej ekipie, a przeżywalismy naparwde rózne kataklizmy, przy tak długim filmie i do tego w całości kręconym w Ameryce. Cały czas reżyser kazał wozić w dwadziesci gumowych świńskich ryjków dla mie , bo twierdził ze jeszcze w jakijs scenie bęe w nich grała, co było udręka adla Kalusa, ktoryw to wierzył, a średniej klasy zerem wymyslonym przez reżysera.

Ale mielismy z Klausem i swój mały triumf.

Cała obsada filmu ( około czterdziestu osób) aktorzy niemieccy niemieccy wieku od osiemnastu do siedemidziesieciu lat, miała sapnaiłe, porcelanowe żeby za miliony. Mysle ze tylko aj miałam prawdziwe , żółtawe , nie równe plombowane i leczone w socjaliżmie. Klaus kazał je zanim zaczęliśmy zdecia dentyście wypiaskowac, zabronił mi pamlić, pic kawe , herbatę, , ze by nei zółkły bardziej, ale stanowczo sprzeciwł się wysłanu mne do dentysty i „zrobienu mi śnieżnego porelcelanowego przodu” , choc taki miał pomysł producent.

Po dwóch tygodniach zdjęć, jeszczeodbywajacych się w Niemczech , przed wyjazdem ekipy do ameryki, mój głowny partner pojechał w sobotę i niedziel DOS woejgo dentysty do Monachium aby…zmienic zęby na gorze, prawdziwze. Kosztowały go te cudne 17 tysiecy marek jak mi się potem skarzył, a oni mu zmienili już na swój koszt na gorsze. Nasepengo wolnego dnia pojechały do swoich dentystów dwei atorki, grające dyuż ze mna w scench dialogowych, dialogowych tez wróciły z brzydszymi zebami ale za to wyglądającymi ajk prawdziwe. Po jakimś czasei okazało się ze reżyser i producent, oglądając codziennei godzinami nakręcone materiały z każdego kolejnego dnai zdjęciowego, nie mogli się skupic , niczego ocenic, bo dostali obsesji zębów, patrzyli wyłącznie na żeby i tylko moej , prawdziwe nie wyprowadzały ich z równowagi.

Była to oczywiście jedna z fanaberii reżysera, bardzo zreszta kapryśnego – nie mniej tak to mojebsocjalistyczne, zle leczone w szkole, w dzieicnstwie żeby, naraziły moich naładowanych witaminami, jedzących tylko sole mineralne niemieckich kolegó na powazne wydatki.

A Klaus? Nie wiem czy spotkałam w zyciu wielu ludzi tak bardzo zasługujących na przyjecie do Kościoła . Był to dl aniego wieliki problem,. Mówił o tym wciąż , a winą z to odrzucenie obiciążał bezpośrednio naszego papieża.

PS!. PS pewne przedpołudniowej godzinei w Milanówku nie można dosyatac się do fryzjera, usiaść w kawiarni- młodzież okupuje miasto. Zapytałam o przyczynę, kalnerak w kawiarni odpowiedziała ze stoickim spokojem : - To godziny religii i rekolekcji da szków. Czyżby grożba klausa o rychłym odwróceniu się młodzieży od Kościoła zaczeła si sparwdać?

PS 2. Niedawno zwierzyłam się ze swoich „trosk” o młodzież i Kościół pewnemu młodemi księdzu. On uśmiechnął się wyrozumiale , pochylił do mojego ucha i szepnał:

- To szeroko zakrojona akcja zmowy masońsko- żydowskiej….

I zupełnie go nie speszyły moje wybałuszone ze zdumeinai oczy.