Nie jestem awanturnicą28 marca 2009 Nie jestem awanturnicą Z Krystyną Jandą rozmawia Rafał Podraza Krystyna Janda to dziś instytucja; założycielka i dyrektor artystyczny Teatru „Polonia”, pisarka, felietonistka, aktorka, reżyser, producent, piosenkarka, do tego matka i babcia... Czy nie czuje się Pani tym wszystkim momentami zmęczona?... - Oj, jestem bardzo zmęczona. I nie tylko momentami, ale w ogóle. Powoli ograniczam więc swoją działalność. Staram się mniej grać, wybierać i eliminować propozycje zawodowe. Teatr w tej chwili nie wymaga już ode mnie aż takiego wysiłku i stałej obecności. Skupiam się więc na obowiązkach rodzinnych. A poza tym nie mam już ani takiej siły, ani nawet takiej determinacji, jak dawniej. - Zawsze wybiegała Pani przed szereg. W wielu działaniach wyprzedzała epokę: nowatorski sposób gry, pamiętnik w Internecie, własny teatr, spektakl grany w Warszawie, na placu Konstytucji w godzinach szczytu... Lubi Pani wyzwania? - Przy każdej z tych aktywności, kiedy ją podejmowałam, nie zdawałam sobie sprawy, że jest nowatorska, ani niezwykła. Zawsze robię to, co wydaje mi się aktualne, na co jest czas, a jednocześnie mnie interesuje. Wydaje mi się, że generalnie robię wszystko bez specjalnego wysiłku i napięcia, mimo że z zewnątrz moje wybory, działania wyglądają na wielkie wyzwania. Ja tego tak nie odbieram. - Agnieszka Osiecka powiedziała mi przed laty: „Janda jest perełką, której w tym kraju się nie docenia, której nie pozwala się przez różnego rodzaju układy, zawiść - rozwinąć”. Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem? - Chyba nie... Czuję się doceniona. Wszelkie ograniczenia pokonałam w momencie, kiedy stworzyłam własną scenę i to ja dokonuję suwerennie wyborów. Oczywiście wcześniej zdarzały się nieprzyjemności, szczególnie od kiedy zaczęłam reżyserować, ale przeżywa je chyba każdy twórca składający propozycje produkcyjne czy to w teatrze, czy w telewizji. Odmowy są wliczone w zawód reżysera. - Mimo przeciwności losu w środowisku mówi się, że jest Pani osobą pogodną. Pani Krystyno, to prawda, czy tylko maska; twarz na pokaz? - Maska na pewno nie. Chyba nie udałoby mi się tak długo udawać. Pracuję intensywnie już ponad 30 lat. To naprawdę za długo na maskę i grę w życiu prywatnym. - Kilkakrotnie sprzedała Pani swój wizerunek reklamie. Czy reklama dziś, dla polskiego aktora, to szybkie pieniądze, czy środki na przetrwanie? - Ja pieniądze, jak to pan określił - na przetrwanie - mam. Honorarium za udział w reklamie, to - w moim przypadku - szybkie i spore pieniądze na inwestycje. Choćby na nowe przedsięwzięcia teatralne. - Często podejmuje Pani decyzje pod wpływem impulsu? - Bardzo często! Jestem kobietą, a do tego bardzo emocjonalną i nigdy tego nie żałowałam. Nie jestem za to ani narwana, ani nierozsądna. Nie jestem też awanturnicą. Wydaje mi się poza tym, że szybko myślę i umiem przepraszać, kiedy nabroję. W każdym razie NIGDY nie mam złych intencji. - Jest Pani jedyną aktorką na świecie, która uzyskała przed laty zgodę Marleny Dietrich na śpiewanie jej piosenek. Pani Krystyno, kiedy doczekamy się całej płyty z piosenkami „Błękitnego Anioła”? - Nigdy. To temat, który już minął... Marlena śpiewała prawie zawsze o miłości. Do 70 roku życia udawała atrakcyjną kobietę do wzięcia - wampa. Dziś nie bardzo mi to już pasuje. - Od początku kreowała Pani role kobiet niezależnych; Agnieszka w „Człowieku z marmuru”, Krystyna Traczyk w „Kochankowie mojej mamy”, Antonina Dziwisz w „Przesłuchaniu”, Marlena Dietrich w monodramie „Marlena”, Maria Callas w „Lekcji śpiewu”. Nie miałaby Pani ochoty, tak dla kontrastu, zagrać roli słodkiej blondynki? - Gram, jak muszę. Ale to nie moje emploi i zawsze bardzo się w takich rolach męczę. W teatrze zagrałam dużo takich ról. Przykładowo mój debiut teatralny to Aniela w „Ślubach Panieńskich”, będąca wręcz symbolem tego rodzaju postaci. W pewnym sensie moja przedostania rola filmowa - pani Jadwiga Stańczakowa - naiwnością i słodyczą przewyższała to emploi. - Jakie jest marzenie Krystyny Jandy, dzisiaj już nie do spełnienia? - Hmm... Chciałabym zbudować magazyny na dekoracje dla Teatru „Polonia”, ale to marzenie jest jak najbardziej do spełnienia... Marzeń nie do spełnienia nie miewam, chyba jestem na to za dorosła. - Dziękuję za rozmowę. |