KOBIETY – sytuacja krytyczna” - Adaptacja teatralna

10 października 2006

Joanna Morris-Smith

„BOMBSHELLS”
KOBIETY – sytuacja krytyczna”

 Przełożyła Elżbieta Woźniak
ADAPTACJA TEATRALNA - Krystyna Janda dla teatru POLONIA 10.10.2006





OSOBY:
MIRA – MATKA  (około 30)- Kobieta lat trzydzieści kilka jest na scenie sama. Zaczyna mówić bardzo wolno, potem szybciej, aż w końcu mówi gorączkowo, potok słów, strumień podświadomości, „sprint werbalny”.
MUSZKA – HODOWCZYNI KATUSÓW ( około 45)- Kobieta ostrożnie podchodzi do podium na środku sceny. W jej wyglądzie można dostrzec charakterystyczne cechy kaktusów, których później używa opisując je – pokryte cienkimi, miękkimi włosami szczupłe ciało przypominające igłę... długie, miękkie, wełniane pokrycie. Patrzy badawczo na publiczność, przerażona tym, co ją czeka. Potem zbiera się w sobie i chrząka. Jest to nieśmiała osoba, która próbuje przezwyciężyć tremę. Za nią widzimy pusty, biały ekran.
MARZENA – PANNA MŁODA ( około 25)- Na scenie panna młoda w białej, koronkowej bieliźnie.
MAJA - UCZENNICA( około 13 lat) Nastoletnia uczennica. Gdy mówi, zaczyna się ubierać w amatorski kostium „kota”.
MARIANNA – PIOSENKARKA ( około 60)- Snop światła oświetla mocno wymalowaną twarz piosenkarki, która śpiewa bez akompaniamentu.
MARIA- WDOWA (około 50) miło wyglądająca, konserwatywnie ubrana kobieta, stoi na scenie.







MARIANNA    
Światła, fortepian. Kobieta nuci , potem zaczyna mówić na muzyce, przechodzi to w piosenkę. Witaj, Warszawo!
Dobry wieczór, witam!
Jestem tu znowu! Bardzo się cieszę! Kocham śpiewać. Kocham ludzi. Kocham to miasto! Może mnie pamiętacie? Ostatni raz występowałam w 1985….?. Dużo wody od tego czasu przepłynęło pod mostami Wisły! ( śmieje się) O, dużo, dużo wody.( śmieje się)  A co cię nie zabije, to cię wzmocni, prawda? ( śmieje się )
Wiele osób wątpiło, że wrócę. Są tutaj ludzie z mediów? Pauza. Sram na Was. ( śmieje się)
Wiele osób mówiło o mnie: „Jest skończona, przegrana. To koniec. Nie podniesie się.  Jak szkoda! I wiecie, co? Mieliście rację! ( śmieje się) Był taki czas, że zgodziłabym się z Wami. ( śmieje się)


Piosenka GWIAZADA NAD TOBĄ ( W. Żukowska – J.J. Emir)

Idzie na miejsce koło instrumentu.
WRÓCIŁAM!


MIRA    - MATKA   
Dziecko płacze.
Otwieram oczy.
Jest ciemnawo.
Budzik pokazuje szóstą, nie siódmą.
Grzegorz śpi. Mój mąż śpi. Całuję go.
Trzeba nakarmić dziecko.
Trzeba dziś oddać wideo do naprawy. Dzieci wiecznie wpychają do niego zabawki, bo myślą się pojawią się na ekranie. ( śmieje się)
Trzeba nakarmić małą.
Nie. Najpierw muszę się napić kawy.
Muszę się zapisać na jogę. Gwyneth Paltrow uprawia jogę. Jeśli zacznę ćwiczyć jogę, to moje życie będzie takie samo jak jej.
Boże! Dlaczego nasze dziecko musi teraz jeść? Dziecko sąsiadów jeszcze śpi, a jest o tydzień młodsze od naszego. Czy to, dlatego, że wysysa ze mnie mój niepokój?
Może jest jej zimno?
A może to z powodu mojej diety?
Co robię źle? Nie powinnam była jeść curry. Powinnam była odmówić.
Jestem egoistyczną, wiecznie głodną, nieopanowaną matką.
Wstaję.
Mąż.
Nie mogę się opanować żeby go nie pocałować jeszcze raz.
Krzywi się .
Dziecko płacze.

MARIA - WDOWA
Starsza, miło wyglądająca, konserwatywnie ubrana kobieta,
W poniedziałki chodzę do kina z wdowami.
W poniedziałki jest taniej dla emerytów. Tak, więc…..Oglądamy, co grają, a potem idziemy na kawę i ciastko.
We wtorki …. Idę na spacer z wdowami. Tak, więc…..Idziemy do parku, z psami, albo….Gdziekolwiek.
W środę gram w brydża z wdowami.
We czwartki mamy klub dobrej książki. Tak, więc….Spotykamy się, co czwartek prawie wszystkie.
W piątki pracuję charytatywnie dla Towarzystwa Pomocy Niewidomym, a wieczorem jem kolację z wdowami w małej restauracyjce w rynku. Dają tam dobrą sałatę. Mamy ulubione menu dla wdów: dwa dania za trzydzieści pięć złotych razem z kieliszkiem wina, małym deserem i kawą.
W sobotę robie gruntowne sprzątanie w domu i….. wieczorem, zapraszam do siebie na kolację jedną z wdów,  albo jestem zapraszana na kolację do którejś z nich.  
W niedzielę …..jest różnie ale …. mówiąc ogólnie, rozmawiam z jedną albo dwiema wdowami przez telefon.
Pauza.


MIRA - MATKA
Dobrze uspokoiło się. Muszę zaraz napić się kawy i…. Jak zwykle Hania.
Klap, klap, klap. Wchodzi do łóżka. Uważaj na dziecko córeńko. Karmię. Nie zgnieć dziecka. Maleńka. Jest nieprzytomna. Hania jest przeziębiona, kaszle, trudno jest wytrzeć nos jednemu dziecku, karmiąc drugie. Ile jest państw w Afryce? Nie wiem. Wiem kochanie, że powinnam wiedzieć. Powinnam wiedzieć, ale nie wiem. Musze pamiętać żeby zmieniać pierś. Boże czy mam jeszcze ten syrop dla dzieci? Na temperaturę? Muszę się napić kawy. Jest rano a ja jestem zmęczona.

MARIA- WDOWA
Mój mąż Józef umarł pięć lat temu na raka. Mąż Heleny, też Józef, umarł osiem lat temu, na raka. Mąż Joanny, Kazimierz, umarł trzynaście lat temu na raka. Mąż Alicji, Henryk, umarł cztery lata temu na raka. Mąż Wandy, Marian, umarł w zeszłym roku na serce.


MIRA
Co tam się dzieje? Pewnie Piotruś znów wstał jeść.
Szuka chrupek czekoladowych.
Nie. Nie. Chrupki czekoladowe są niedobre. Chrupki czekoladowe nie są niedobre.
Dlaczego? Przecież to chrupki śniadaniowe?
Nie, nie. Lepiej niech je płatki kukurydziane. Płatki, tak, płatki.
Mówi, że płatki są okropne.
Nie dostanie chrupek, schowałam je. Chrupki czekoladowe są nie zdrowe. Psychopaci są źli. Niewolnictwo dzieci jest złe. Chrupki czekoladowe są złe. Kolegom wolno jeść chrupki czekoladowe. Dlaczego wszyscy mają takie miłe matki, a on nie?
Okej, zjedz chrupki czekoladowe. Jedz te głupie chrupki!
Coś nie jest tak z Piotrusiem. Nie lubi mnie, a ma dopiero osiem lat. Mam wrażenie, że mnie nienawidzi.
Bo na niego krzyczę.
Dlaczego na niego krzyczę? Dlaczego nie mogę się kontrolować?


MARZENA – PANNA MŁODA
Na scenę wchodzi panna młoda najpierw w szlafroku a potem kolejno przy każdym wyjściu ubrana stopniowo do ślubu.
Jestem strasznie szczęśliwa!

 Jestem cholernie szczęśliwa!

 Jestem taka szczęśliwa, że chce mi się krzyczeć. Krzyczy. Aaaaaaaaa! Aaaaaaaaaaaaaaa!

 Wyglądam bosko. Wyglądam jak... z bajki.
Sprawdza podwiązki, etc.
Jak dziwka. ( śmieje się szczęśliwa)


MIRA - MATKA
Grzegorz śpi.
Spieprzyłam osiem ostatnich lat, i to nie jest jego wina. Czyja to wina? Moja.
Dzieci są dziećmi, Hania, Piotruś są dziećmi, Mimi jest niemowlęciem, a ja jestem matką. Tylko tyle. …Aż tyle.
Nie. Nie jestem matką. Jestem megamatką, supermatką. Matką. Jestem idiotką nie matką. Jestem maniaczką, muszę kontrolować wszystko.
Ile jest państw w Afryce? Nie wiem. A jak myślisz, ile jest? Nie wiem, Haniu. Wiem że to moja wiana że nie wiem, ale teraz próbuję nakarmić dziecko. Mimi. A ty jak myślisz, ile jest? No dobrze, trzydzieści.
Rusz się. Szybko, nie możesz się spóźnić. Zawsze się spóźniasz.
Muszę się napić kawy.
Przygotować śniadanie.
Zawsze się spóźniasz.
Nauczyciel powiedział, że musimy postarać się przywozić Piotrusia na czas. Nauczyciel powiedział, że dzieci cierpią, kiedy się spóźniają. Mają poczucie winy. A przecież spóźniają się z nie z własnej winy. Pośpiesz się, zrób kanapki..
Grzegorz wstaje….
Nie śpiesz się kochanie.
Wybiega


MUSZKA- HODOWCZYNI KAKTUSÓW
Kobieta ostrożnie podchodzi do podium na środku sceny. Patrzy badawczo na publiczność, przerażona tym, co ją czeka. Potem zbiera się w sobie i chrząka. Jest to nieśmiała osoba, która próbuje przezwyciężyć tremę.
Dzień dobry.
Podchodzi do  mikrofonu.
Dzień dobry.
Mikrofon jest za głośny. Już zdenerwowana, robi duży krok do tyłu.
Dziękuję...
Chrząka.
Dziękuję państwu za…
Chrząka, przełamując tremę.
Bardzo miło. Nazywam się…Mam na imię….
Przez sekundę zapomina, potem szybko przypomina sobie, z ulgą.
Maria …Muszka
Westchnienie ulgi.
Bardzo mi miło. Mam przyjemność być dzisiaj tutaj, aby reprezentować nasze Koło Wielbicieli Kaktusów…

MARIA- WDOWA
W naszym społeczeństwie... Kiedy się żyje samotnie… człowiek czuje się samotnie…..Tak, więc… organizujemy się, wdowy, staramy się sobie pomagać, idziemy przez życie z determinacją, ale czujemy się w społeczeństwie źle, bo społeczeństwo uważa, że nie miałyśmy szczęścia. Nie mieć szczęścia…to jest jakby to powiedzieć? Nieprzyjemne, niepopularne. Wszyscy niby nam wdowom współczują  i są w zasadzie mili, ale to jest przykre a raczej nijakie, kiedy ktoś ci współczuje. Trudno zrozumieć, dlaczego współczucie jest tak popularne i ma tak dobrą opinię, skoro tak naprawdę,  przecina jak nóż.


MIRA –
Pieniądze na obiad.
Gdzie są pieniądze, gdzie są pieniądze, dziecko płacze.
Prysznic, umyć się, szybko, wyjść, szybko, wysuszyć włosy, szybko, ubrać się, szybko, szybko.
Nigdy nie wyglądam „całkiem nieźle”.
Nigdy nie jestem „zadbana”,
Nigdy „doskonale”.
Zawsze traktowałam z dezaprobatą kobiety, które o siebie nie dbają. A teraz ja o siebie nie dbam. Nie daję rady. Są rzeczy ważniejsze. Szminka. To pomoże, ożywi, odwróci uwagę. Umalowałam się. Inne matki będą myślały, że wszystko mam pod kontrolą, że panuję nad sytuacją.




MUSZKA –
Chciałabym zacząć od tego, że jest to dla mnie wielki zaszczyt i przyjemność być tutaj.
Chrząka, odważniej.
Członkostwo w tym Kółku Hodowców Kaktusów, dało mi poczucie przynależności i możliwość wymiany informacji w miłej atmosferze; Miła atmosfera….to dla mnie osobiście bardzo ważne, miałam trudny  rok, i….przyjemne towarzystwo i życzliwość ludzka, ma dla mnie bardzo duże znaczenie… nieważne….
Moje koleżanki i koledzy z Kółka wiedzą, że jestem nowicjuszką w świecie roślin gruboszowatych. Ale jestem pewna, pewnie zgodzicie się ze mną, że udało mi się, nie chwaląc się, nadrobić czas swoją pasją i poświęceniem tej wyjątkowej roślinie.
Śmieje się nerwowo.
Kaktusy to od niedawna moja jedyna miłość. Jestem im bardzo wdzięczna. Uratowały mi życie.




MARIA - WDOWA
Kiedy jest się wdową, tęsknoty jakie się odczuwa należy ukrywać, bo jest to coś … coś jakby niestosownego, całkowicie nawet niestosownego. Krępującego dla innych. Nawet nietolerowanego. Przykre jest poza tym to, że różnica między tym, czego się chce, a tym, co się może, jest zazwyczaj bardzo duża, mimo że nie ani się nie chce ani marzy zbyt dużo. Ot tak, ….Zwyczajnie.
A przecież jednak każdy pragnie żeby przydarzyło się coś niezwykłego. Każdy, my wdowy także, ale my nie mamy prawa do marzeń. A przecież  teoretycznie coś może się zdarzyć samotnej, smutnej wdowie. Jednak każdy dzień rozczarowuje. Nic się nie zdarza. Tylko sny.

MARZENA - PANNA MŁODA
Juhuuu! Patrzcie, jak panna młoda wkłada halkę! Wsuwa na siebie halkę..!. Jak jedwab otula jej piękną sylwetkę. Ześlizguje się po gładkiej i lśniącej jak  jedwab skórze…!
Jest zadowolona ze znalezionych słow.
…gładkej i lśniącej. …
Przyjrzyjcie się przez chwilę pannie młodej. Stoi na krawędzi między światem marzeń a światem spełnienia się. U progu zmiany z dziewczyny w kobietę, z „ja” do „my”.
Zadowolona ze słów, przerywa.
SUPERRRRRRDUPER!  SUPERRRR!
Przygląda się w lustrze.

MIRA – MATKA
Gdzie są pieniądze dla dzieci chorych na białaczkę? Gdzieś je położyłam!
Nie tu są te na domy starców! Trzeba je wysłać, leżą drugi tydzień.
Muszę podpisać zgodę dla Hani, że może pojechać na wycieczkę. Muszę pamiętać, podpisać dziś, oddać dzisiaj podpisane albo nie pozwolą jej pojechać. One muszą gdzieś być tutaj. Muszą tutaj być, muszą. Są.
Kawy, potrzebuję kawy.
Klucze! Klucze, klucze, KLUCZE.
Tornistry, rakiety do tenisa, torba z pieluchami, rzeczy do pralni, smoczek, Boże dopomóż, smoczek, jest!
Czapki szkolne, czapki,
klucze, klucze, KLUCZE. ..

MARZENA
Cholerrrrrnie! Cholerrrrrrrrrnie!  Jestem taka cholerrrrrnie szczęśliwa! Aaaaaaaaaaaa! Ślub, ślub! Czekałam na ten dzień od trzeciej klasy! Od dnia kiedy z Kiką planowałyśmy ten nasz wielki dzień, opalając nogi przed matematyką.. Wtedy bardzo podobał mi się styl Bianki Jagger. Biała marynarka, Riviera, prywatny samolot. Ten styl. Wyobrażałam sobie moje życie małżeńskie w willi z kilkoma pudlami u boku. Pudle wtedy były bardzo modne.
( Śmieje się)Kika chciała mieć suknię ślubną z dużymi mankietami z futra i mufkę. Mufka to jest takie coś, jakby osobna kieszeń, w którą wkłada się ręce. Takie coś z amerykańskiego filmu z tańcami na lodzie. Ale potem życie chciało inaczej i Kika wyszła za mąż w kostiumie do nurkowania.  Ślub pod wodą, brrrrr! Ślub w wodzie! Bez sukni! Be welonu! Bez kwiatów!!!! Brr! Bo jej mąż jest idiotą. Szkoda ze się nie utopił przy okazji. A mnie się  ….trafił  ….Boże ! Co za facet. Szczęściarrrrrra ze mnie. Szczęściarrrrra, ja mam szczęście.


MARIANNA    
Będę z wami szczera. Piłam. Były takie momenty, że….nie wiedziałam, kim jestem. Czułam się jak gówno.. Byłam pewna że jestem skończona. 
Pauza.
I, wiecie, co? To była nieprawda! Nie tak łatwo umrzeć! Było jeszcze we mnie dużo życia! Cholernie dużo życia!  
Chciałam tutaj powiedzieć, że pomimo wszystko, naprawdę na przekór wszystkiemu, wróciłam! Wróciłam i już tu pozostanę do cholery!.
A wy, cynicy, plotkarze, gazetowe zafajdańce i pesymiści, zobaczycie  w to!

Piosenka - GRAM W KIEPSKIEJ SZTUCE ( w. Głuch – W. Młynarski)

Dziękuję, dziękuję, jesteście bardzo mili. Czy już kiedyś wam to ktoś powiedział?
Jesteście super! Robicie mi dobrze!
Warszawo, kocham cię! A teraz pokażę wam, jak…
Tu znowu piosenka….


 Myli się zaczyna inną  piosenkę, znowu zmienia i tę śpiewa do końca….

Piosenka  NAPOCZĄC MIŁOŚĆ  ( A. Januszko – B. Chorążak)
Przerywa,żeby coś powiedziec ale rezygnuje…Ktoś nadal gra cicho na fortepianie.


MARIA
Bycie wdową to….jest szczególny stan. Można zwierzać się tylko innym wdowom. Nie rozumie Cię ani rodzina. Siostra choćby. Zamężne przyjaciółki też nie, na pewno nie córki. Niby nie jesteś sama, są dookoła ciebie ludzie a jednak…..To jest taki specjalny rodzaj samotności... i bezradności. Kiedyś nawet pomyślałam, że jakaś przedsiębiorcza wdowa… powinna otworzyć  firmę, która oferowałaby pomoc samotnym wdowom…choćby w podejmowaniu decyzji. Można by tam zadzwonić i powiedzieć: „ Nie mogę się zdecydować, czy mam przyjąć tę ofertę z elektrowni, czy zostać przy obecnej taryfie”. I oni radziliby, co wybrać. Albo można by zapytać: „Czy powinnam pokryć tę kanapę sztruksem, czy aksamitem?”. I oni wykonywaliby pracę męża, ale bez jego „upierdliwości ”. Nie mówiliby do ciebie: „Na miłość boską, Marysiu, znowu gadasz o tej kanapie”, a: „Proszę pokryć aksamitem, bo aksamit jest zawsze modny”. Zapłaciłabym za taką usługę.  Inne wdowy też, no może oprócz Joanny, która jest patologicznie skąpa. Uważa ze wdowę bronią tylko pieniądze, że wdowa bez pieniędzy jest zerem.

MIRA
Nie zabrałam dla małej skarpetek. Musi mieć skarpetki. Muszę znaleźć  skarpetki. Nie chce mi się. Nie mam siły. A muszę. Egoistyczna, okropna matka. Dziecko ma zimne stópki. Egoistyczna, głupia, źle zorganizowana matka...
Wpada jej do głowy znakomita myśl.
Będę udawała, że spadły. Dzieci zawsze gubią skarpetki.


MARIA
Joanna ze skąpstwa, pojechała na wycieczkę do Wietnamu z plecakiem. Ma siedemdziesiąt osiem lat. I jest zamożna. Jest w stanie zapłacić za przyzwoite wakacje, z walizką i hotelem, ma pieniądze. Zupełnie jej nie rozumiem. Kiedy szłyśmy niedawno na koncert, zdecydowała się zapłacić z bilet nawet dużą sumę ale potem nie chciała wydać kilku groszy na kieliszek wina podczas tego wieczora i oszukała szatniarkę , uciekła nie płacąc.... W każdym razie, nie jesteśmy w stanie podjąć decyzji.


MIRA – wchodząc patrzy na Muszkę.
Sąsiadka, powinnam być miła dla sąsiadki. Powinnam pogadać, nie chce mi się, miła kobieta, samotna, mąż ją zostawił. Potrzebuję miłej sąsiadki. Ale mi się nie chce.

MUSZKA – Gruboszowate…..Myślę, że nie jest tajemnicą dla koleżanek i kolegów z Kółka, a Państwu chciałabym to wyznać….że był to dla mnie „annus horribilis”, to znaczy straszny rok.
W tym roku miałam …. Osobiste kłopoty, szczegóły zna kilka tu obecnych na sali osób,.. nie ważne….miałam kłopoty  i muszę przyznać, że moje kaktusy odegrały bardzo ważną dla mnie rolę, pomagając mi w utrzymaniu równowagi.
Co prawda….nie miałam zamiaru tutaj wspominać o moich osobistych problemach , ale jedna z koleżanek przed tą prelekcją, wzięła mnie na bok i powiedziała: „Muszko, jeżeli chcesz oddać sprawiedliwość naszemu wielkiemu przyjacielowi, kaktusowi, musisz uświadomić wszystkim, jak wielkie miał znaczenie i jak dużą rolę odegrał w twoim życiu osobistym,  w przezwyciężaniu nieustannego bólu i upokorzenia”. A więc….mimo że trudno mi o tym mówić….
Pauza.

MIRA –
Kluczyki do samochodu! Spóźnię się ! Znowu będę jechała za szybko. Wczoraj ta ciężarówka! Ten  PALANT! Życie dzieci jest ważniejsze od punktualności. Ale muszę być punktualna. Muszę być punktualna, bo nauczyciel pomyśli, że jestem kompletną idiotką. A ja jestem kompletną idiotką! Nie nadaję się do niczego, tylko udaję. Wszyscy to widzą pomimo makijażu. Wszyscy! ( Płacze)

MUSZKA – Moje problemy…..Oczywiście, wiele osób mogłoby zapytać: „Dlaczego kaktusy?”.
Pauza.
Dlaczego kaktusy?
Pauza.
Dobre pytanie. Na całym świecie, od wieków ludzie zadają sobie pytanie: dlaczego rośliny gruboszowate są tak atrakcyjne dla ludzi. Oczywiście jest znane to, że ta roślina ta ma wiele pożytecznych zastosowań. Od wieków różne rośliny gruboszowate znajdywały praktyczne zastosowanie jako lekarstwa albo żywność...
...prymitywne społeczeństwa używały nawet ich włókien do robienia lin, pościeli i ubrań... gruboszowate nie są egoistyczne…

MIRA –
Nie mogę wyjść bo znam prawdę o skarpetkach mojego dziecka. Skarpetki dziecka nie spadły. Muszę je znaleźć.
Dlaczego moja druga córka Hania ledwo czyta, duka? A jej koleżanki i koledzy czytają wspaniale? Dlaczego moja Hania nie może pójść dalej? Co jest z nią nie tak? Za mało z nią czytam.
Taka jest prawda o skarpetkach mojego dziecka.
Jestem głupia.
Czytam głupie czasopisma, wolę czytać czasopisma niż uczyć się z Hanią.  Głupie, drogie, beznadziejne czasopisma o głupich gwiazdach.
Bardziej mnie interesuje, jaki jest ulubiony lakier do paznokci Renee Zellweger niż moje własne dziecko.
To z mojego powodu z moimi dziećmi jest coś nie tak.
Nie czytają i nie mogę znaleźć skarpetek dziecka bo jestem głupia. 
To z mojego powodu poziom analfabetyzmu wzrasta.
To moja wina, że dzieci są źle przygotowane do życia! To moja wina!
Jestem leniwą, egoistyczną matką.
Hania wiecznie płacze, kiedy ją zostawiam w szkole. Kiedy odchodzę. Obejmuję ją. Nauczyciel mówi, żebym się z nią pożegnała i odeszła. Hania płacze. Odejdź- mówię sobie, odejdź. Odchodzę ze łzami oczach, jak głupia, jak każe nauczyciel i . …chcę wrócić i ją objąć, ale ważniejsze jest dla mnie to, co mówi nauczyciel, to jest ważniejsze niż uczucia Hani.
Pęka mi serce, ale odchodzę.
Nienawidzę się.
Ach muszę jeszcze po drodze załatwić supermarket.
 

MARZENA- Za godzinę będę czyjąś żoną! Będę czyjąś żoną. Kogoś. Kogokolwiek. Żoną. Żoną, żoneczką, żonusią. ŻONA. Dziwne słowo „żona”. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam. Brzmi jak... urządzenie kuchenne.
Mówi głośniej.
CZY KTOŚ WIDZIAŁ ŻONĘ?
Głośno.
JEST W ZMYWARCE!
Pauza.
Chodzi o to, że będę należała do kogoś! Że nie będę pływała samotnie na bezkresnym oceanie panieństwa. Mój, za chwilę mąż, rzucił mi koło ratunkowe i ja je złapałam! Uratował mnie od długich wieczorów z koleżankami skarżącymi się na facetów, depilowania nóg, czytania „Glorii”, odchudzania się i dylematów, w co się ubrać! Już nie będzie aż tak głośno tykał mój zegar biologiczny.
Mówi coraz głośniej, przechodząc z szeptu do krzyku.
TyktyktyktyktyktykTYKTYKTYK!!!
Obejmuje się sama i pieści. Tykając . .

MAJA

Nastoletnia uczennica na scenie  w amatorskim  kostiumie  „kota” i wyglądając do tyłu na scenę mówi….
Nikt nie śpiewa ani nie tańczy tak jak ja. Nikt w całej szkole. Jestem Lizą Minelli sióstr Nazaretanek i nikt nie powie, że nie jestem. Mam lepszy głos niż Anka. O wiele lepszy. Ona jest sławna i uważają ją za najlepszą w szkole tylko, dlatego, że ma większe cycki niż głowę. Czy  jestem zazdrosna?... Nie. Ja potrafię tańczyć, a ona nie, chociaż myśli, że potrafi. Poza tym nie ma figury. W kostiumie wygląda jak pokraka. Ten idiota, który ją kocha, powinien jej to powiedzieć. Ma łydy, rozmiaru Ukrainy. A ja?  Proszę… Pierwsza w szkole, pierwsza w modlitwie.
O wywołują Ankę. Ciekawe, co przygotowała? Mam to gdzieś! I tak będę najlepsza. Panie Boże bądź ze mną. Jestem najlepsza.




MARZENA – Za chwilę stanę się żoną. Jakie będzie moje życie?
Mojego za chwilę męża i mnie łączy miłość, która przetrwa. Miłość oparta na pożądaniu i wierności. Karmiona na czas, będzie silna i wypełniona sukcesami. Będzie rosła wraz z dziećmi, rocznicami, promocjami w pracy, nie będzie słabła  w chorobie, tragedii i stracie; Głęboka, delikatna i prowadząca do przodu, szczególna, dobra, wybaczająca,  miłość do siebie nawzajem i miłość do życia... Nie będziemy jedną z tych par, które się do siebie w ogóle nie odzywają. Bo nie mają sobie nic do powiedzenia, bo są sobą na śmierć znudzeni, bo wszystko, co można było powiedzieć, zostało powiedziane! Nigdy nie zdarzy się dzień, kiedy uświadamiamy sobie, że nie mamy ze sobą już nic wspólnego. Nigdy pożądanie fizyczne nie zmniejszy się, chuć nie wyparuje... i nigdy nie będziemy działać sobie na nerwy. Nie! Nie! Dlaczego? Dlatego, że to jest miłość tak wielka….słowa nie mogą oddać wielkości naszego uczucia. Pijemy, liżemy, przeżuwamy, siebie bez ustanku! Upijamy się sobą, myślimy tylko o sobie, miłość nas uwzniośla… unosi…
Próbuje znaleźć odpowiednie słowo.
... Pierdolę. Trochę pierdolę.

MIRA
Wyobrażam sobie jak ludzie będą patrzeć na niemowlaka bez skarpetek. Kupię, kupię, kupie skarpetki w supermakecie. Potrzebny płyn do mycia naczyń. Sunfresh, Lemonfresh, Morningfresh, Ajax, Ludwik. Płatki kukurydziane, owsiane, płatki pszenne, musli owocowe.  Pasta do zębów, ta co ostatnio,  pewnie dostaje się od niej raka. Owoce. Też dostaje się od nich raka. Naszpikowane pestycydami. Pepsi – rak. Od salami dzieci tyją. Herbatniki, biały chleb, rak. Zabijam moje dzieci! Zabijam moje dzieci! Inne matki nie kupują białego chleba. Równie dobrze mogę je ustawić pod ścianą i zastrzelić. Byłoby szybciej i bardziej uczciwie od trucia ich w ten sposób. I taniej.
Muszę jechać, bo nie zdążę ze wszystkim.  Rynna cieknie. Trzeba pomalować dom. W domu jest burdel. Burdel. Burdel. BURDEL. Kawy!!!
Dziecko płacze. Gdzie jest dziecko? W samochodzie?

MARIA
Pieniądze. Tak to jest broń. A jaką mamy broń, będąc wdowami?

MIRA
Dziecko leży na kocyku. Bawi się głupią zabawką.
Potrzebna mu odpowiednia interakcja, by rozwinął się mózg i odruchy motoryczne.
Pranie, pranie. Odebrać pranie.
Na dzieci trzeba zwracać uwagę, a nie tylko kłaść na kocyku. Dziecko rośnie. Ten pierwszy okres jest tak krótki, dni szybko mijają, nie wrócą. Doceniaj, ciesz się nimi, pośpiesz się, ciesz się. Nie śpiesz się. Twój pospiech, twoje nerwy szkodzą dziecku.
Wyłącz telefon. Połóż się z dzieckiem... ono czuje twój spokój….
 Pranie.

MARIA
 Pieniądze pomagają wdowom. Pieniądze. I poczucie humoru. Poczucie humoru jest chyba jedyną bronią, która pozwala przeżyć, w jakim takim stanie. Poczucie humoru odsuwa melancholię, odstrasza sentymentalność i daje wyrazistość, atrakcyjność  wdowie ubranej w bluzkę w kwiatki i granatowe pantofle. Poczucie humoru daje nam do pewnego stopnia ciche poczucie wyższości, kiedy nasze córki patrzą na nas z góry...

MIRA –
Mówi powoli.
Patrz w twarz dziecku. Kontaktuj się z dzieckiem wzrokiem. Spokojnie….
Nie mam na to czasu! Nie mam na to czasu!
Zwariowałam?
Pranie, prasowanie….
Telefon.
Dzwoni telefon! Muszę położyć dziecko do łóżka.
Potrzebne mi leki antydepresyjne.
Telefon. 

MUSZKA - Użyteczność kaktusów to tylko połowa sprawy! I powiedziałabym połowa mniej ważna. Są one … afirmującą ingrediencją życia w tym różnorodnym ekologicznym splendorze! Uważamy kaktusa za roślinę, która walczy o przetrwanie we wrogim otoczeniu. I to właśnie pojęcie pełnej dumy, niezważającej na przeszkody walki wzbogaca ich atrakcyjność.


MARZENA - Wkłada sukienkę i przygląda się w lustrze.
 Gdyby moje zdjęcie trafiło do gazety napisaliby tak…..Piękna panna młoda miała na sobie przepiękną długą suknię z jedwabnej satyny, z wyszywaną górą, dekoltem w serduszko, i kremowe, satynowe pantofle bez pięty, tradycyjny welon, prosty bukiecik z konwalii. Wyposażona w szczere postanowienie, by udowodnić, że statystyki się mylą….
Pauza.



MUSZKA - Kaktus odmawia poddania się. Po prostu odmawia ugięcia się w trudnych okolicznościach i właśnie ten upór sprawia, że wielu z nas jest dumnych, mogąc powiedzieć: „KOCHAM KAKTUSY”.

MIRA
Musze odkurzyć.
I muszę mieć leki na depresję.
Jestem idiotką. Nie mogę ich brać, karmię piersią, ale są mi potrzebne.
Nie mogę ich brać, ale chcę się czuć szczęśliwa.
Dziecko by chorowało. Dostałoby później raka. Nie mogę tego zrobić.
Chcę to zrobić. Nie dam rady bez tego.
Egoistyczna matka.
(Odkurza) Nie przesuwam mebli, nie chce mi się.
Źle utrzymuję dom, a przecież nie pracuję, nie mam wymówki.
Muszę napić się kawy, potrzebuję kawy. Prawdziwej kawy.
Muszę zapłacić rachunek za gaz. Obiecałam, Grzegorzowi, że dziś zapłacę rachunek za gaz. Obiecałam, że nie zapomnę.
Grzegorz i tak ma dużo pracy, jest miły dla mnie.
Grzegorz jest dobry dla mnie.
Muszę mu pomagać.

MARZENA – Wiecie?.... To jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Naprawdę najszczęśliwszy. Jestem gotowa, by oznajmić całemu światu, że dwoje ludzi kocha się wystarczająco mocno, żeby opuścić ścieżkę nieustannego samozadowolenia.
Wkłada welon i przygląda się.
Księżniczka! Grace Kelly i  Ja, ja, ja.
O MÓJ BOŻE, MÓJ BOŻE, MÓJ BOŻE. O BOŻE. TO NIE BAJKA! TO SIĘ NAPRAWDĘ DZIEJE! Chcę, żeby mnie posiadał. Chcę, żeby mnie utrzymywał, wspierał i opiekował się mną. Chcę być jego. Chcę się wylegiwać w peniuarach, jedząc pączki. Chcę chodzić po drewnianej podłodze domu na bosaka i być w ciąży. Poruszać się jak kot, wolno, między kuchnią i sypialnią, zaspokajając różnorodny apetyt mężczyzny, którego kocham. Chcę być złotą, błyszczącą, królewską kulą kobiecości. Chcę być doskonała we wspieraniu i posłuszeństwie... Chcę być Pamelą Anderson i Laurą Bush jednocześnie. Kocham, kocham, kocham! Pierdolę.

MUSZKA - Pauza. Cicho i pewnie.
Myślę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że moje kaktusy kochają mnie. A ja kocham je. Tak wiele im zawdzięczam. Kiedy mój życiowy partner. ... kiedy ….nasze wspólne życie rozpadło się …( wzrusza się ) .kiedy to wszystko się stało... Nie byłam sama.
Czułam, że kaktusy są moimi sprzymierzeńcami. ( wzrusza się jeszcze bardziej ) 


MARIANNA
(Coraz bardziej pijana.)
Tak, uważam, że należy nazywać rzeczy po imieniu. Piłam. Mój mąż, mnie zostawił. Pisały o tym wszystkie gazety. Mówili o tym w telewizji. Sukinsyny zarabiały na tej wiadomości. Ja piłam.
Pauza.
Potem w październiku, w moim domu wybuchł pożar. Straciłam wszystko.  Pisała o tym prasa, krzyczała telewizja. Ja piłam dalej. Dom, ogród, wszystkie drzewa w ogrodzie z gniazdami ptasimi pełnymi jaj, wszystko się spaliło. Wszystko! Ja piłam.
Zaczyna znowu śpiewać.

Piosenka NA ZAWSZE MÓJ ( w. Parzyński- B. Chorążuk)

MARIA
To był sierpniowy piątek, kiedy zadzwoniono do mnie. Pani z Towarzystwa pomocy Niewidomym powiedziała, że ma nowego klienta. Młodego mężczyznę, niewidomego studenta, który mieszka sam, kończy historię sztuki i potrzebuje kogoś, kto by czytał dla niego. Zgodziłam się. Prawdę mówiąc, byłam już zmęczona czytaniem pani S. Wybierała okropne lektury. Jednym z zasad Towarzystwa jest to, że czytający nie narzuca swojego gustu klientom. I słusznie, to nie moja sprawa. Przychodzę, by być ich oczami, a nie gustem albo sumieniem.
Przynosiłam pączki pani S. i piłyśmy herbatę, kiedy moje gardło potrzebowało odpoczynku od czytania. Rozmawiałyśmy.  Opowiadałam, co robiłam cały tydzień, było to dla niej pewnie nudne….Do młodego mężczyzny, nie wypada mi brać pączków, pomyślałam odkładając słuchawkę….więc nic nie wzięłam.
Pauza.

MIRA
Dziecko śpi.
Spójrzcie na mnie, spójrzcie na mnie.
Odpuściłam, przytyłam, powinnam chodzić na siłownię. Powinnam więcej o siebie dbać. Muszę, muszę. Cukier plus kurczak, wygląd.
Muszę kupić Piotrusiowi strój do karate, a Hani Barbie na urodziny. Muszę zrobić jej przyjęcie urodzinowe.
To musi być dobre przyjęcie, najlepsze ze wszystkim, na których była..
Matki innych dzieci starają się.
Hania uważa, że matki koleżanek są wspaniałe, muszę przekonać ją, że ja też jestem. Muszę kupić jej pływającą Barbie.
Blondynkę czy brunetkę? Którą chce. Kupię jej obie..
Muszę oddzwonić do szkoły. Umyć samochód, podlać ogród, lodówka jest brudna.
Muszę się napić kawy. Kawy.
OKEJ. WYSTARCZY, MUSZĘ SIĘ NAPIĆ KAWY!
Pysznej kawy!
Dziecko śpi. 
Muszę je obudzić. Obudzić dziecko. I pojechać napić się wspaniałej kawy.
Egoistyczna matka. Egoistyczna, nowoczesna matka, myśli, że jej caffe latte jest ważniejsze od regularnego trybu życia.
Moje dziecko w ogóle nie ma trybu życia.
Ma mnie.
Moja wina, inne dzieci mają wszystko uregulowane.
Inne matki nie budzą swoich niemowlaków, żeby wypić głupią caffe latte.
Ich dzieci mają odpowiedni tryb życia!


MARIA
Było słoneczne popołudnie. Wzięłam kilka lektur ze sobą. Na wszelki wypadek. Nie wiedziałam, co mnie czeka. Podjechałam autobusem prawie pod drzwi jego domu. Wygodne pomyślałam.  Niewidomy student mieszkał niedaleko uniwersytetu w całkiem przyzwoitym domu z ogródkiem. W ogródku kwitły róże.  Zadzwoniłam, on otworzył drzwi, a ja powiedziałam: „Jestem Maria, będę panu czytać książki”. Powiedział: „Miło mi. Jestem Patryk, proszę wejść”.

MARZENA-
Mężu! Witam cię i będę Cię od dziś witać, co rano i wieczór, przez resztę mojego życia!
Mężczyzno moich marzeń!
Słodko.
Mężu!
Poprzedniej Wielkanocy, kazał mi stanąć na książce telefonicznej nago w szpilkach i oprzeć się o ścianę jadalni... o nie, on nie jest facetem  „leż na plecach” . Ale…..o co mi chodzi?.....
W porządku, w porządku….. Każdy jest taki, jaki jest.
Kocham go.
O co ci chodzi?
O nic.
Chcesz całe życie stać pod ścianą w szpilkach na książce telefonicznej.?


MARIA
Dopiero, kiedy usiadłam w fotelu, w przyjemnym pokoju, przyjrzałam mu się. Był chyba trochę młodszy od Piotra. Piotr, mój syn, ma dwadzieścia osiem lat i robi doktorat na uniwersytecie. Jest bardzo zajęty. Ten siedział spokojnie, milcząc, miał brązowe, kręcone, opadające na ramiona włosy, wyższy ode mnie, szczupły, z oczyma koloru limonek. Za każdym razem, kiedy na mnie spoglądał, czułam, lęk…jakby te oczy miały eksplodować.

MUSZKA –
Jest wielu wielbicieli kaktusów. Bardzo wielu z nich, postrzega rośliny gruboszowate tylko jako członków dużej, cenionej wśród roślin rodziny. Bardzo cenionej mino iż  kaktus nie jest, na przykład, jak róża. Nie jest też jak śliczna begonia albo stokrotka.
Najbardziej ujmującym aspektem kaktusa jest jego siła przetrwania, wytrwałość, wierność życiu, umiejętność dostosowania się do wszelkich warunków życiowych. Więc….. Rozwianie wielu mitów o kaktusie jest bardzo ważne. Jest naszym obowiązkiem.

MARIA
Powiedział mi, że jest niewidomy od urodzenia. Chciał, żebym powiedziała mu o sobie trzy rzeczy. Odpowiedziałam: „Jestem wdową, lubię być pożyteczna i nie potrafię parkować”. Roześmiał się. Miał tak przyjemny śmiech, radosny. Pokazał mi, co chciał, żebym czytała, raczej trudne książki z historii sztuki, i zaczęłam czytać. Czytałam. Czytałam. Od czasu do czasu prosił mnie, żebym wracała, czytała coś jeszcze raz, więc czytałam, spoglądałam na niego, a on za każdym razem zwracał na mnie w tym momencie swoje niewidzące oczy, nie mogłam uwierzyć, że oczy o tak ciekawym kolorze nie mają szczęścia. Myślę, że określenie „spektakularne niepowodzenie” właśnie to oznacza. Ale kolor, obecność tych oczu wydawała się zbyt agresywna, i to …. nie było przyjemne. Był jakby zbyt …..obecny, zbyt duży, zbyt intensywnie w  tym pokoju. Przytłaczał wszystko. Byłam zadowolona, że nie przyniosłam pączków. To byłoby głupie. Pamiętam że czułam się nieswojo. Miał na imię Patryk.

MIRA- 
Kiedy szłam  zapłacić rachunek za gaz, mijałam kiosk, zobaczyłam  nowe „Hallo”! Dziewięć pięćdziesiąt.
Powinnam dać te pieniądze na organizację dobroczynną, nie muszę nic wiedzieć o jakiejś tam gwiazdce z telewizji i jej cudownym dziecku.
Ale poczułam ze muszę to wiedzieć, muszę kupić.
Że kupię.
Pomyślałam - muszę zapłacić rachunek za gaz. Kupię jak będę wracała.
Mijam sklep z drobiazgami. Widzę beznadziejne świeczki do aromaterapii. Widzę okulary przeciwsłoneczne.
Muszę mieć te świeczki, musze wypełnić dom zapachem róż, i być dumna z domu,
Powinnam być sensualistką, przykładać wagę do przyjemnej atmosfery domu. Muszę mieć okulary przeciwsłoneczne, muszę wyglądać dla Grzegorza jak gwiazda i muszę wyglądać jak gwiazda dla dzieci.
Dzieci muszą mnie traktować z większym szacunkiem.
TO się stanie dzięki okularom, dzięki nim będę wyglądała odjazdowo!
Będę wyglądała jak Madonna. Muszę je mieć.
Pieprzę rachunek za gaz!
Kawy, muszę się napić kawy,
KAWYYY!


MUSZKA –
Według obiegowej opinii kaktusy są jak kobiety. Ich szpilki są trujące,….. otóż nie są trujące! A ogólne przekonanie, że kwitną tylko raz na siedem lat, jest kompletnie nieprawdziwe. JA jestem kobietą a mogę rozkwitnąć znowu, znowu i znowu. ………Nie wierzył mi, nie uważał, że możemy zacząć jeszcze raz, od nowa... Chodzi o to, że on nawet nie… ( płacze)
Opanowuje się. Przepraszam.

MARIA
Odwiedzałam go, co piątek. Patryk zadawał pytania, bez końca, a ja opowiadałam mu o moim życiu, chociaż nie było, tak naprawdę, o czym opowiadać. Opowiedziałam mu o Józefie, o wdowach, powiedziałam mu o mojej dwójce dzieci i raz, kiedy zapytał, czy cieszę się życiem, nagle usłyszałam, że mówię, że tak….że teraz czuję jakby ulgę, poddając się życiu.  Że już nie walczę, że zrozumiałam, …że życie jest długim ciągiem oczekiwań i kolejnych porażek. Ale ja się na to zgadzam. Przyjmuje to i już niczego nie oczekuję, ale jestem zadowolona. Że życie dostarcza mi przyjemności, mimo że nie są to te przyjemności, o których marzyłam.
Opowiadałam mu rzeczy i uczucia, o które się nie podejrzewałam albo ich nie pamiętałam. Teraz, ponieważ nalegał, wyłaniały się z mojej pamięci.

MARZENA –
Źle się czuję.
Marzena, o co ci chodzi?
Jeśli się nie uda, to życie i tak będzie biegło dalej.
Zimno mi.
Mamy mieszkanie.
Mieszkania drożeją.
Jeśli się nie rozwiedziemy przez pięć lat, to je spłacimy. A on podobno ma  jeszcze pieniądze, w coś tam zainwestował.
To też będzie coś warte.
Jego ojciec ma akcje.
Pewnie z dziesięć tysięcy.
Coś koło tego.



MUSZKA  -
Kaktus. Kaktus jest kobietą. W chłodniejsze miesiące albo słoneczne dni delikatna mgiełka wody pomaga uniknąć nieprzyjemnego obkurczania się dojrzałych osobników, dojrzałych roślin . Czy nie mam racji? Rozumiecie? Potrzebna jest tylko delikatna mgiełka. Czy za dużo proszę? Tak? TAK? Panowie, czy proszę o zbyt wiele? Proszę tylko o mgiełkę... słodkiej... miłości... o delikatny sprej współczucia, uprzejmości albo choćby fantazji... o coś... o cos co jest…..  ( wyciera nos, głos jej się załamuje)

MARZENA –
Chwileczkę, chwileczkę, moje mieszkanie jest pewnie warte dwieście pięćdziesiąt tysięcy plus jego mieszkanie: sto osiemdziesiąt tysięcy... to będzie czterysta tysięcy. Wprawdzie to tylko dwa pokoje, ale w dobrej okolicy. Może, powiedzmy, dwieście, dwieście dwadzieścia. No, powiedzmy, że sto osiemdziesiąt, to dwieście pięćdziesiąt i sto osiemdziesiąt jest... okej, czterysta trzydzieści,  nie mówiąc  już o akcjach.  Ostatecznie gdyby coś….w razie czego …już jutro mogłabym odejść z dwustu trzydziestoma tysiącami.
Pauza. Podbudowana?

MUSZKA –
Nie mówimy tutaj o jakichś tam nadętych orchideach ani o wielkich, dominujących, szpanujących liliach...
...albo pasywnie agresywnych kameliach. Wcale nie!! Mówimy o kaktusach! One się nie skarżą! Nie stoją na parapecie, mówiąc: „Proszę! Proszę! Spójrzcie na mnie! Pomyślcie o mnie! Dotknijcie mnie! Powiedzcie komplement! KOCHAJCIE mnie!”. Nie. Nie. One nie chcą nic!

MIRA
Pauza, gdy pije kawę, potem znów zaczyna.
Nie ma skarpetek. Dziecko nadal nie ma skarpetek. Zapomniałam je kupić. I nie mogę ich znaleźć w domu.
Zanieczyszczenie powietrza jest bardzo duże a zaczyna padać. Wózek nie ma budki ani daszka, bo jestem beznadziejna. Całe zanieczyszczenie spadnie na dziecko.
„Siedem miesięcy, a nigdy nie śpi. Niegrzeczna dziewczynka”. Jak będziesz taka niegrzeczna mam cię odda do adopcji.  „Ho, ho. A gdzie skarpetki? – Ściągnęła. Zgubiła. - Ściągnęła skarpetki? A to niegrzeczna dziewczynka!”. Jestem okropną,  złą kobietą.
Kłamię, żeby zachować własną reputację!
Ta kobieta myśli, że jestem dobrą matką! Ona myśli, że wiem, co robię!
Jakaś biedna, zdezorientowana kobieta, którą oszukuję!

MARIA
Pewnego dnia opowiedziałam mu jak kiedyś, kiedy byłam młoda, szłam do banku… Pewnego dnia? Prawie trzydzieści lat temu! Wiosną. Z synem w wózku.  Młoda, ładna, ubrana w mój ulubiony biało-niebieski beret, moje dziecko siedziało prosto, urocze, mój synek uśmiechał się, szczęśliwy. Pomyślałam wtedy: „Upiekę dziś wieczorem szarlotkę”, i poczułam falę absolutnej i całkowitej radości, która trwała tylko kilka chwil. Nigdy przedtem ani potem nie byłam tak szczęśliwa. Słońce, dziecko, młodość i szarlotka.
Nigdy  bym nie pomyślała, że to będzie jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu……

MARZENA –
Zimno mi. Źle się czuję. 
Chwileczkę.
Co on mówił? Co on wtedy mówił? - „Obiecuję, że będę się tobą opiekował jak małym drzewkiem, rosnącym obok wielkiej rzeki miłości. Obiecuję podlewać cię i chronić przed słońcem. Pozwolić ci wyrosnąć na…
Pauza. Próbuje wymówić.
…duże, mocne drzewo”.
Obok przechodził ksiądz.
Każdy ksiądz cholera wygląda seksownie w sutannie.
„Obiecuję rosnąć obok ciebie i chronić cię od żywiołów, być dla ciebie towarzyszem, aż staniemy się częścią lasu jedności”.

MUSZKA –
Inne kwiaty się pysznią. Nadymają. Pogardzają. Wymagają opieki i zainteresowania. Ciężkiej pracy i stałej intensywnej opieki. Kaktusy nie. A my mówimy teraz o kaktusach. A te cichutko oglądają teleturnieje w telewizji, robią na szydełku, pieką ciasta, od czasu do czasu sprzątają i próbują okazać pewien stopień współczucia i sympatii dla otoczenia choć otoczenie przyjmuje to z lekceważeniem a często niechętnie. ( znów wyciera nos, dostaje nagle permanentnego kataru)  Utrzymują figurę, ( pokazuje swoją figure) ćwicząc przy wideo, i od czasu do czasu rozmawiają z koleżankami przez telefon, i czytają jakieś romanse. Właśnie tak się zachowują! Właśnie to robią!
Czy to za duże żądanie żeby….? Czy to za dużo, by to uszanować? Uszanować to? Coś dostać, odrobinę uczucia, cokolwiek, za to?

MARIANNA 
W tym samym roku moja matka zachorowała i pojechałam do niej, żeby się z nią zobaczyć, pierwszy raz po 23 latach. Żeby być może się z nią pożegnać na zawsze.  Pojechałam pijana. Zanim zamknęła oczy, po raz ostatni uścisnęła mi rękę, westchnęła i powiedziała, że mnie kocha, a mój ojciec nie jest tak naprawdę moim ojcem.. Załamałam się . Piłam dalej. Moje dziecko, zabrali mi je. Pijana podpisałam zgodę, oddałam moja córkę do adopcji. Śpiewa.
 
Piosenka  Z MOICH PRZECZUĆ ( parzyński – P. Howill)





MUSZKA –
Pauza.
Przecież coś w końcu robię! Troszczyłam się o ciebie! A przez cały czas, przez cały czas... ty planowałeś ….. Ty... i... och, i nie udawaj! Nie udawaj! Widziałam ją ….. Wszyscy ją widzieliśmy. Tę róże! Orchideę. Lilję! Całe kółko miłości do kaktusów widziało jak Mała ty i …..ta….  piliście kawkę w bufecie. Ja znalazłam rachunek za kawkę i ciasteczko w twojej wiatrówce. Z drugiej strony na rachunku był napis: „Mądry człowiek żyje chwilą”.

MARIANNA
W listopadzie tego roku, moja córka, znalazła mnie. Piękna, młoda, odważna, zdecydowana na wszystko. Jak ja w młodości. Zaczęła o mnie walczyć. Nazywa się  Mirjam i jest miłością mojego życia... Nawet, jeśli ona nie czuje tego samego do mnie. Jest w niej dużo złości, wściekłości. Ale to dobrze, to dobra sprawa. Dobra dla mnie. To mnie postawiło na nogi. Pewnego dnia, pewnego dnia, mam nadzieję, że i ona znajdzie to coś,  przestanie pisać o mnie książkę. Przestanie pisać do tych wszystkich szmatławców i zaakceptuje mnie taką, jaką jestem, a nie to, co sobie na mój temat stworzyła i wyobraziła. Tak, jak ją akceptuję ją taką, jaka jest, a nie taką, jaką chciałabym, żeby była. I taka jest między nami różnica. Kocham ją.

MARIA
Pewnej środy…..Rano nie pomyślałabym, że będzie to najważniejsza środa w moim życiu…. Patryk zwykle robił herbatę, starannie, jak koneser, i nawet sam przynosił filiżanki na tacy do pokoju. Prosił, żebym opisała jak wygląda ogródek, a ja mu opowiadałam, że liście kasztana są już czerwone albo, że liści nie ma. Nie pamiętam.
Poprosił żebym poczytała…
Większość czasu czytałam dla niego trudne, podobne do siebie książki: „Ci z nas, którzy nie są ani kolektywistami, wierzącymi w naród, rasy, klasy, ani dialektycznymi materialistami nieprzejmującymi się odkryciem ‘sprzeczności’...itd…”. E.H. Gombricha.…. Próbowałam czytać te książki ze zrozumieniem, ale w pewnej chwili odłożyłam książkę i powiedziałam: „Patryk, nie mam najmniejszego pojęcia, co czytam”. A on odpowiedział: „Mario, czytasz wspaniale”.
Mario, czytasz wspaniale. Jesteś najwspanialsza kobietą, jaką spotkałem w życiu.


MIRA
Trzecia ! GODZINA TRZECIA! Jezu, Jezu, Jezu, Jezu! Muszę odebrać dzieci! Dzieci będą się czuły porzucone. Będą stały przed szkołą jako jedyne nieodebrane przez matkę.
MARIA
Jesteś najwspanialszą kobietą, jaką spotkałem w życiu….Nigdy nie marzyłam nawet żeby coś takiego usłyszeć od kogokolwiek..
Poszłam do domu i następnego dnia zjadłam kolację z Wandą. Właśnie skończyła kurs włoskiej kuchni, kolacja była królewska, ale ja cały czas myślałam o tym, co powiedział Patryk. Chciałam to komuś powiedzieć, ale milczałam. W niedzielę, długo rozmawiałam z Heleną, miałam ochotę z nią o tym porozmawiać, ale powstrzymałam się. Miałam ochotę opowiedzieć to zdarzenie jednej albo drugiej wdowie, ale głupio się czułam. W poniedziałek poszłyśmy jak zwykle do kina, we wtorek poszłyśmy na spacer z psami, w środę grałyśmy w brydża, a w czwartek rozmawiałyśmy o książkach i przestałam myśleć.

MARZENA –
Czy księża uprawiają seks? Za kilka godzin, po ślubie, nigdy już nie będę mogła uprawiać seksu z księdzem ani żadnym innym mężczyzną. Zupełnie przestaną dla mnie istnieć. Taki będzie mój obowiązek. Nawet, jeśli okaże się, że nasz związek nie wytrzymuje próby czasu…będę zobowiązana….
 Kochasz męża, Marzeno?
Żałujesz? Żałujesz, żałujesz?
Pauza.
Cicho. Tak.
Pauza. 

MUSZKA –
A co się stanie jak któreś z was przyjrzy się tej roślinię obok?  I uzna że nie ma po co dalej jej pielęgnować? Jak Lilja zobaczy pana Kamelię , który zasypia już o ósmej wieczór chrapiąc, pana Różę,  któremu dzwoni w uszach, grubego, łysiejącego czterdziestodziewięciolatka, pana Orchideę z alergią na laktozę… Pracownik rady miejskiej miałby rozpalić w kimś ogień? Różo! Kamelio! Szpanująca Lilio! Ty i twoje wielkie marzenia! Zobaczysz Henryk….zostaniesz sam i umrzesz sam, a ona odtrąci Cię  przy pierwszym lepszym problemie…....
Pauza.
…w łazience.
A ja jestem tylko kaktusem. Niewymagającym. Mimo przeciwności jestem.

MARZENA - Co ja zrobiłam?
Pauza, cicho.
Co ja zrobiłam?
Pauza.
Ja tylko chciałam założyć sukienkę. Sukienka, sukienka. Tu chodziło tylko o sukienkę.
Pauza. Głośniej i szybciej.
 Kiedy  poprosił o moja rękę, kiedy zwrócił się do mnie,  pomyślałam, pomyślałam tylko : Sukienka! Sukienka! I powiedziałam koleżankom w pracy i mamie, która tak na tę chwile czekała. . Mama rozpłakała się. Położyła ręce na policzkach i też krzyknęła: Sukienka! Kiedy powiedziałam dziewczynom, siostrze,  koleżankom, płakały. Sukienka! Sukienka! Tu chodzi tylko o sukienkę! Duży dekolt, wysoki kołnierz, słodka, bez ramion, dopasowana, luźna, kilka warstw, koronkowa, wyszywana, z ozdobami, kremowa, biała, kość słoniowa, złota, błyszcząca, elegancka, wyjątkowa, z wyobraźnią.  Najważniejsza w tym wszystkim jest sukienka!

MUSZKA –
 Na początku dziewiętnastego wieku prywatni kolekcjonerzy kaktusów walczyli o rzadkie rośliny i mieli ich piękne kolekcje w całej Europie. Po pewnym czasie rośliny gruboszowate przestały być modne. Fascynacja nimi minęła. Fascynacja zmniejszyła się, w porządku, okej. Jasne. To też rozumiem.

MARZENA –
„Może pan...? Może pan...?” Co on...? Co on...? „Może pan pocałować, może pan pocałować… może pan sobie ją wziąć…
Dociera do niej.
Wziąć? …Pannę młodą”. Na zawsze.

MUSZKA-
 Przecież nic nie pozostaje wiecznie takie samo! Nikt nie oczekuje, że zawsze będzie tak samo jak na początku! Zaczyna się od namiętności, zaczyna się czymś niebezpiecznym, a potem to niebezpieczeństwo zaczyna blednąć i coś innego, coś innego zajmuje jego miejsce….Dojrzały harmonijny związek fizyczny. Coś czułego, przyjemnego i żywego. Coś wiecznego i żywotnego, i słodkiego. I to doświadczenie wspólnej fizyczności…staje się ważniejsze. I właśnie wtedy, wtedy, kiedy ludzie stają się kochankami, stają się prawdziwymi kochankami... Kiedy stąpają po ziemi …. A jednocześnie wiedzą, że posiadają coś z szaleństwa na ziemi. I to jest czas najpiekniejszy w związku….


MUSZKA - Cicho, ale z coraz większym napięciem.
Zawsze wiedziałam, że miałam szczęście, że cię mam. Czułam, że sam fakt, że mnie chciałeś, dowodził, że jestem lepsza, piękniejsza, niż to sobie wyobrażałam. Pod twoim spojrzeniem czułam się piękna! Rozkwitałam. Gdy twoje ręce dotykały mojej skóry... gładkiej, aksamitnej, bez kolców, czułam, że się zapalam. Zapalam się od wewnątrz, jakby ktoś włączył lampę. Że płonę. ( Załamuje się )

MARZENA - CO JA, DO CHOLERY, ZROBIŁAM?
UWAŻAJ NA PANTOFLE, KOSZTUJĄ PIĘĆSET ZŁOTYCH!
O Boże, o Boże, o Boże. JUŻ JEST ZA PÓŹNO. STAŁO SIĘ. ZA MINUTĘ  będzie po wszystkim. A POTEM WSZYSCY PÓJDĄ SOBIE I ZOSTANIEMY SAMI!
Nie tylko na weekend. O nie. Nie. Nie tylko na weekend. Na całe życie. ON i ja, ja i ON, ja i on.  Ja i on , ja i jego matka! Jego matka, która myśli, że  risotto to był włoski rzeźbiarz! Jego matka, która założyła BIAŁĄ koronkową garsonkę na ślub syna. BO NIE MA ŻADNYCH PSYCHOLOGICZNYCH PROBLEMÓW.

MARIA
W piątek, w autobusie, byłam bardzo podekscytowana. Trochę mi było głupio przed sobą samą, że tak starannie się tym razem ubierałam i malowałam. Zwykle noszę wełniane spódniczki i bluzeczki w kwiatki, ale tym razem, w piątek rano, poszłam do butiku i kupiłam czarną wąską spódnicę w paseczki i bardzo przyjemna w dotyku, jedwabną bluzkę, o której moja córka powiedziałaby z pogardą, że jest egzotyczna. A ja uważam, że jest przyjemna. Założyłam korale i pomyślałam, że wyglądam trochę jak ktoś z bohemy, „pisarka” albo znana feministka. A przynajmniej jak kobieta, która wciąż uprawia seks. Wiem, że Patryk jest niewidomy, ale ubrałam się dla siebie. Chciałam się czuć bardziej atrakcyjna w jego towarzystwie.
Usiadłam w jego pokoju, w fotelu, był piękny dzień. Spojrzałam na niego, trzymał książkę bez okładki. Powiedział: „Chciałbym, żebyś przeczytała coś innego, Mario”. Strona była zaznaczona, otworzyłam i zaczęłam czytać, głupio mówiąc wcześniej: „Oczywiście, co tylko chcesz”.
Pauza. Czyta.
„Jefferson widział w oddali sylwetki kobiet leżących nad rzeką. To było przepiękne letnie popołudnie. Czuło się zapach jaśminu w powietrzu i Jefferson poczuł wyraźnie, że ten dzień miał być dniem przyjemności”.
Pauza.
 „Jefferson poczuł wyraźnie, że ten dzień miał być dniem przyjemności”. Dziwne. „Kiedy Jefferson dotarł do brzegu rzeki, zobaczył...
Czyta wolniej.
Persefonę leżącą nago... między kaczeńcami, Delia obok niej, w dziwnie zrelaksowanej pozie”.
Spojrzałam, siedział z zamkniętymi oczyma, z twarzą skierowaną ku słońcu, jakby słuchał uważnie moich słów. Naga, między kaczeńcami! Byłam całkiem pewna, że nie taką lekturę miało Towarzystwo Pomocy Niewidomym na myśli.


MIRA  wraca ze szkoły….
Muszę nakarmić niemowlę.
Hania i jej koeleżnka z klasy Kasia zniknęły w pokoju, bawią się. .
Piotruś mówi, że NIENAWIDZI SZKOŁY. Dlaczego Piotruś nienawidzi szkoły? Mówię mu, że rozumiem, okej, nikt nie lubi szkoły w pewnym okresie swojego szkolnego życia. Piotruś mówi, że nienawidzi szkoły, mówię, że rozumiem.
Niemowlę płacze. Muszę zmienić pieluchę. Pampersy są szkodliwe dla środowiska naturalnego.
Niedobra matka.
Piotruś płacze?
Nie PÓJDZIESZ WIĘCEJ do szkoły?
Już, no, uśmiechnij się.
Na miłość boską, Piotrze, wydoroślej troszkę, wszyscy muszą chodzić do szkoły! Szkoła to nie jest zabawa, do szkoły po prostu musisz chodzić.
 Policja wsadzi mamę i tatę do więzienia, jeżeli nie będziesz chodził.
Piotruś płacze. Nie chce, żeby mama poszła do więzienia!
Już dobrze, nie pójdę do więzienia!
NIE CHCe, ŻEBY MAMA POSZŁA DO WIĘZIENIA!
Piotrusiu, powiedziałam coś głupiego. Policja nie wsadza matek do więzienia. NO TO NIE PÓJDĘ DO SZKOŁY!
No nic , zadzwonię jutro do psychologa.
Gdzie jest Hania i Kasia? Muszę je pilnować, Kasia jest pod moją opieką. Może Hania i Kasia leżą martwe w pokoju, może wypiły płyn do czyszczenia dywanów, może wsadziły kawałki samochodu Barbie do prądu, są sine i martwe, porażone prądem, a ja tutaj siedzę z „Hallo” i czekoladkami.

MARIA
 „Jefferson ukląkł obok krzaków i kontemplował elegancką kobiecą formę. Delia wydawała się... głaskać biodro wiotkiej Persefony i patrzyła na nią jak urzeczona. Delikatnie...
Pauza.
 ...Dotknęła językiem różowej skóry Persefony”. Dobrze, w porządku. Wystarczy! „Patryk”, krzyknęłam, „nie mogę tego czytać!” Jestem wdową! „Czytaj, Mario, proszę cię, błagam, czytaj dalej”.
Niechętnie wzięłam książkę ponownie do ręki.
„Delia wstała, zeszła do rzeki i zanurzyła się w chłodnej wodzie”. Dzięki Bogu! „Jefferson obserwował, jak płynęła w głąb rzeki, a potem niedbale podszedł do miejsca, gdzie leżała Persefona. Otworzyła oczy i znad wspaniale gęstych rzęs popatrzyła mu w oczy”. Wspaniałe rzęsy.
Mój Boże! Nie mogłam tego czytać.  Nie godziłam się na to nie godziłam, a jednak, jednak moim obowiązkiem było przeczytanie tekstu bez wypowiadania osądu i w ciągu tych lat... trzymałam się tej zasady.


MIRA
–karmi dziecko -  Gdzie jest niemowlę? Gdzie jest niemowlę? GDZIE JEST NIEMOWLĘ?
Patrzy na piersi. Oddycha z ulgą.
Tutaj.
Zmienia pierś.
ZAPAMIĘTAĆ że  NIE WOLNO MI PRZYPADKIEM ZABIĆ DZIECI!
Za szybko jechać, uważać, żeby się nie udławiły albo nie otruły przeterminowaną żywnością.
Za gorąco dla niemowlaka, za zimno, nie uważam.
Nie jestem dostatecznie ostrożna. Nie wolno mi spać, nie wolno mi usnąć, nie wolno usnąć. Deskorolki, rowery, zapomniałam kasku. Nie uważam.  Niedostatecznie się nimi zajmuję.
Niedbała matka. Leniwa matka. Zmienić piersi.
Supermarkety, kradną tam dzieci, torby, wszędzie są narkotyki.
Rozsypuję się.
Dzieci mają moje geny.
SPIEPRZYŁAM JE!
Spieprzyłam je, to wszystko moja wina.
Jednego dnia jestem dobra, a drugiego dnia zła.
Nie oszalałam do reszty, więc nie mogę prosić o pomoc, ale jestem zbyt rozregulowana, żeby być dobrym rodzicem.
Złoszczę się. Za często się złoszczę, jestem niekonsekwentna, dominująca, zbyt emocjonalna, za bardzo mi zależy, za bardzo kocham.
ZA BARDZO SIĘ BOJĘ!

MARIA
Szybko dowiedziałam się, z lektury że pani, o której mowa, miała „miękkie, ale sterczące piersi, które wyskakiwały z jej cudownego torsu jak ziarenka wanilii. Włosy w lokach, koloru truskawkowego blondu, sięgające do talii”. Powinnam zaznaczyć fakt, że przez całe swoje życie... całe życie marzyłam o włosach spływających do talii.
Wydawało mi się, że Patryk przesunął się bliżej w moim kierunku, jakby kierował się ku słowom.
Zebrałam w sobie odwagę. „Jefferson rozpiął błyszczące guziki swojego wojskowego munduru i zsunął go ze swych szerokich ramion. Górną połowę ciała miał nagą, oprócz imponującego gąszczu włosów”. Gąszcz włosów na piersi. Jefferson zaczął się pocić, zwrócił głowę ku ciału Persefony i dotknął ustami jej delikatnej skóry. Wolno zbliżył je ku piersiom i długiej szyi.

MARZENA –
Mamo! Mamo! Ratuj!
Mamo, mamo!  Pomyliłam się! Przyznaję! Przyznaję! Ty jedna mnie zrozumiesz!  Przeżyłaś to samo! Z ojcem.
 ON NIE JEST DLA MNIE WYSTARCZAJĄCO DOBRY, TO KOMPLETNA POMYŁKA. To nie ten człowiek.. .To nie ten jedyny. To nie ten, mamo. To jest jakaś okropna pomyłka. Szepcze.

MARIA
Persefona czuła między nogami jego twardego jak skała… mocnego...
Pauza.
... niczym niepowstrzymanego...
Pauza.
…członka”. Poczułam się... dziwnie. Zdecydowanie dziwnie. Nigdy, nigdy w moim zyciu,  nie czułam się w ten sposób... jakby małe płomyki skakały we mnie, coraz wyżej i wyżej. Jak uderzenia skrzydeł motyli w moim ciele. Jakby coś delikatnego, ale nie do przezwyciężenia budziło się we mnie i rozchodziło się, budząc...
Nagle Patryk stanął przede mną, złapał krzesło, na którym siedziałam, i przysunął je do siebie. Tak, że siedziałam bezpośrednio przed nim. Położył ręce na moich kolanach i przesunął je jednocześnie po moich udach, pod moją czarną, nową spódnicę. Chciałam powiedzieć: „Patryk!”, ale… usłyszałabym fałszywe przerażenie w moim głosie.

MARZENA
 - Mamo, teraz bardzo cicho, bardzo cicho, bez zwracania na siebie uwagi,  zabierz mnie do domu, połóż do łóżka z termoforem i daj kakao. Teraz. Błagam. Natychmiast….
Głośno.
TERAZ!

MARIA
Gdy patrzyłam w gorączkowo zielone oczy, poczułam, że pewne części mojego ciała reagują, jakby eksplodowały ... Odłożyłam książkę i zamknęłam oczy. Poczułam, że ściąga ze mnie czarną miękka jedwabną bluzkę, którą, założyłam specjalnie na tę wizytę, i moje... elastyczne majtki, których wolałabym nie mieć, a potem, że obejmuje mnie i rozpina stanik. Wstałam, spódnica spadła, powoli sama jak w transie zdjęłam pończochy i majtki. Czułam intensywne ciepło jesiennego słońca przez szyby. I stałam tak, sześćdziesięcioczteroletnia naga wdowa. I co było moją bronią? 
Jaką pomoc mogłam zmobilizować w tej sytuacji? Poczucie humoru i znajomość rozkoszy!


MIRA-
Ile jest państw w Afryce? Nic nie wiem, nic nie wiem.
Gdyby ktoś wiedział, jak mało wiem, byłaby draka, zabraliby mi dzieci.
Niemowlę się uśmiecha, śliczne niemowlę. Myśli, że jestem cudowna. Niedługo, niedługo, się dowie.
Chcę tylko siedzieć z dziećmi. .
Co by było, gdybym wsiadła do autobusu z dzieckiem?
Wszystko jedno, do jakiego autobusu, pojechałabym gdzieś…
Mogłabym spać, mogłabym spać, spałabym...



MIRA –
Dzieci w łóżku, dzieci chcą pić.
Porozmawiam z Grzegorzem.
 Dzieci chcą, żeby drzwi były otwarte, krzyczę na dzieci.
Nie podlałam kwiatków,
nie zadzwoniłam do nikogo,
nie odebrałam rzeczy z pralni,
nie zapłaciłam rachunku.
Nie poszłam na siłownię,
nie bawiłam się wystarczająco interaktywnie z niemowlakiem,
nie poradziłam sobie w rozmowie z Piotrusiem,
nie dowiedziałam się o jogę,
nie policzyłam skarpetek,
nie przeczytałam gazety,
nie posiedziałam z innymi matkami, ciesząc się z macierzyństwa.
Nie zorganizowałam urodzin dla Hani,
nie umyłam samochodu,
nie podlałam ogrodu.
PIEPRZONE WIDEO!

MARIA
Patryk stanął, wyciągnął do mnie rękę, dotknął mojego łokcia, stanął mocniej, potem rękoma przejechał wzdłuż mojego ciała. Palce przebiegły całą długość górnej części mego ciała. Dotykał mnie, powoli, delikatnie, badawczo. Spokojnie i ciekawie. Ściągnął swój sweter i rękoma przyciągnął moją twarz do swojej….. Pocałował mnie w usta, dziwnie, niepokojąco, mocno, zachłannie, jakby chciał mnie... zjeść. Czułam moje piersi na jego... gąszczu... A potem łagodnie, spokojnie podprowadził mnie do stołu, jedną ręką zsunął wszystko z niego, kwiaty, jabłka, ksiązki, spadły na podłogę. Popchnął mnie na stół delikatnie,….

MUSZKA _
 Pośrodku świata, który się rozpada  – z samolotami w wieżach i samobójcami z bombą, i zwykłym brakiem uprzejmości i przyjaźni, i egoizmem, i smutkiem, i nieszczęściem, i szkodami wszędzie – byliśmy MY. Byliśmy… Byliśmy sednem!  Byliśmy małym, bijącym  zwykłym szczęściem  pełnym  dobrej woli. I nadziei. Nadziei.!!!! Henryku. 

MARIA
…. rozpiął spodnie i bez słowa wszedł we mnie! We Mnie! Wszedł we mnie! I…, to było... to było jakby ….. wchodzenie w coś jednocześnie znanego i obcego, jak wchodzenie w powtarzający się sen. A jednak, a jednak... tym razem, być może….. nie wiem……ekstaza… a to była ekstaza, nie chodziło o posiadanie młodości, ale o to, że się ją czuło i że stało się to wbrew porządkowi świata, ale stało się to dzięki …... Nie wiem…..Tajemnicy. Nie ma nic bardziej zachwycającego od…, tajemnicy…..kiedy się nam przytrafi coś……wbrew logice, losowi, porządkowi świata. Jest taki wiersz, z którego pamiętam jedno zdanie: „Pokonany przez śmierć, Przywalony brzemieniem śmierci”. Mnie pokonała śmierć, a Patryk, słodko, delikatnie na nowo mnie wypuścił na wolność. Wypełnił mnie kojącym balsamem czegoś całkowicie niespodziewanego.

MUSZKA- Pauza.
Heniu! Henryku! WRÓĆ do mnie!
Należy bardzo uważać, kiedy podejmuje się decyzję o przesadzeniu kaktusa.

MIRA –
Dzwoni telefon.
Idzie faks. 
Hania kąpiel,
Piotruś kąpiel.
Muszę się napić, staję się alkoholiczką, tylko jednego drinka. Ale tak to się zaczyna.
Zapomniałam o pralni, nie zapłaciłam rachunku za gaz.
 Przyszedł Grzegorz, buzi, buzi.
Kolacja, kolacja.
Wiadomości z pracy.
Ktoś jest w ciąży,
ktoś odchodzi,
ktoś jest wściekły. Opowiedziałam mu o moim dniu.
Próbowalam powiedzieć coś interesującego.
Nic mi nie przychodziło do głowy! Kompletnie nic!
Nie mam nic do powiedzenia!
kiedyś byłam interesująca i dowcipna!
Mówili o mnie, „żywe srebro”.
Skończyło się.
Wszystko się skończyło!
Połknął mnie smutek!
Nie można tego wytłumaczyć!
Grzegorz pomyśli, że zwariowałam,
Grzegorz mnie zostawi!
Ucieknie z recepcjonistką z ł