Warszawa. Niespodziewany powrót "Białej bluzki"
Po raz pierwszy została "uszyta" w 1987 roku - inna była nasza rzeczywistość, aktorka i publiczność. Jak teraz będziemy odbierać to przedstawienie? Wszystko okaże się już 4 czerwca w Och-Teatrze
«23 lata temu spektakl był opowieścią o młodej kobiecie niemogącej sobie poradzić ze sobą i z Polską lat stanu wojennego. Symboliczna biała bluzka była marzeniem i znakiem przystosowania do życia w kraju zakazów i nakazów, cenzury, opozycji, kartek na mięso, zaświadczeń z miejsca pracy, dowodów, stempelków, godziny policyjnej i więźniów politycznych. Agnieszka Osiecka, autorka tekstu, na podstawie którego powstała sztuka, mówiła o nim tak: "Napisałam Białą bluzkę tuż po stanie wojennym. I nie przypuszczałam, że ktoś zrobi z tego sztukę teatralną. To było duże opowiadanie czy może raczej mała powieść, ujęta w formę listów. Bohaterką była dziewczyna półchora psychicznie, półśmieszna, półzabawna, półtragiczna. Uwikłana w nieszczęśliwą miłość i niedole stanu wojennego. Z jednej strony szalona pijaczka, wariatka ze słońcem we włosach, a z drugiej znakomicie ułożona pedantka.
Wyobrażałam sobie, że taki temat może bardziej nadawać się do czytania niż na scenę. Ale kiedy Białą bluzkę przeczytała Magda Umer, oznajmiła, że chętnie by to przeniosła na scenę. Uważała, że należałoby włączyć tam kilka piosenek, i od początku była przekonana, że powinna to zagrać Krystyna Janda. To, że Magda Umer chciała Białą bluz-kę przenieść na scenę, sprawiło mi ogromną przyjemność. Miałam jednak wątpliwość, czy główną rolę powinna zagrać Krysia Janda. Moją bohaterkę widziałam przecież jako osobę przegraną, nieszczęśliwą, raczej brzydką, a Janda jest tego całkowitym zaprzeczeniem. Jest kobietą piękną, wspaniałą i zawsze zwycięską. Kobietą sukcesu w najlepszym tego słowa znaczeniu. O cudownych zębach, przepięknych nogach, wydawało mi się, że nikt z publiczności nie uwierzy, że moja bohaterka w wykonaniu Jandy jest kobietą tak głęboko nieszczęśliwą. Moja próżność była jednak tak pogłaskana, że się oczywiście z rozkoszą zgodziłam. Potem obserwowałam, jak panie pracowały, i muszę przyznać, że nikomu tego nie życzę, bo pracowały jak dwie krawcowe w furii. Moje drogie przyjaciółki wyszły od detalu i tkały to przedstawienie szczegół po szczególe. Jak taka krawcowa, którą pamiętam z lat dzieciństwa, która nie robiła rysunku, tylko wkładała materiał na człowieka i szyła na nim rękaw po rękawie, falbankę po falbance". Dziś powrót do tamtej opowieści oznacza przedstawienie datowane znów w tamtych czasach. Przestawienie historyczne. Ale bohaterka - dziś dojrzała kobieta po przejściach - i interpretuje, i myśli odmiennie. To samo, ale w innym zabarwieniu, inaczej akcentując problemy Agnieszce Osieckiej udało się nadzwyczajnie zapisać tamten czas w codziennych rozmowach i szczegółach, hasłach, problemach, które do dziś są czytelne i budzą stare demony. W spektaklu pojawi się część dawnych piosenek i kilka nowych, zmieniona będzie też adaptacja tekstu Osieckiej, inaczej rozłożone akcenty. Reżyserem jest znów Magda Umer, muzyką i aranżacjami zajmie się na nowo Janusz Bogacki. Bohaterkę zagra jak przed laty Krystyna Janda.»
"Niespodziewany powrót "Białej bluzki""
Dorota Szymborska
Metro nr 1842
28-05-2010
.......................................
Krystyna Janda i Magda Umer wracają do "Białej bluzki" Agnieszki Osieckiej. O legendzie tego spektaklu pisze krytyk teatralny Janusz Majcherek.
// Więcej... http://wyborcza.pl/1,94899,7949837,Kultowa__Biala_bluzka_.html#ixzz0pJ9Bc6Pi
Nowy głos "Białej bluzki"
Rozmawiał Remigiusz Grzela
2010-06-01
W piątek 4 czerwca w Och-teatrze premiera "Białej bluzki" Agnieszki Osieckiej w reżyserii Magdy Umer i w wykonaniu Krystyny Jandy. O przedstawieniu rozmawialiśmy podczas niedzielnego spotkania w Gazeta Café. Oto fragmenty rozmowy.
Krystyna Janda wczoraj na próbie spektaklu "Biała bluzka"
Remigiusz Grzela: Powrót do "Białej bluzki" Agnieszki Osieckiej wydawał się niemożliwy. Aż tu nagle 30 kwietnia pani Krystyna Janda napisała na swojej stronie internetowej: "Z rozpaczy postanowiłam wznowić, a raczej zrobić po latach na nowo Białą bluzkę". Dlaczego z rozpaczy?
Krystyna Janda: Mieliśmy trudną wiosnę. Duża inwestycja z Och-teatrem pozbawiła fundację rezerw finansowych, kilka nieszczęśliwych wypadków złamania nóg, zerwane ścięgna, choroby i niespodziewane niemożności wśród aktorów, w jakimś zupełnie nieprawdopodobnym nagromadzeniu, do tego długa żałoba narodowa, podczas której musieliśmy odwołać 33 spektakle. Wszystko to wywołało kryzys. Do tego, a właściwie przede wszystkim, odwołanie prób do spektaklu "Trzy razy Kalina", ponieważ jeden z aktorów wycofał się z udziału w tej produkcji, tłumacząc, że musi ratować własny teatr spowodowało, że musiałam działać szybko. Och-teatr zaczął próby "Zaświatów, czyli czy pies ma duszę" z aktorkami zaangażowanym już rok temu do "Kaliny", w stosunku do których mieliśmy zobowiązania, a ja spojrzałam na Janusza Bogackiego, który także miał pracować w "Kalinie", i uświadomiłam sobie, że to on robił aranżacje i grał lata temu w "Białej bluzce". Wszyscy mieliśmy wolny czas z powodu odwołania "Kaliny", zastanowiłam się tylko przez moment, gdzie jest Magda Umer, co robi Potem to już chwila i decyzja zapadła. Na nowo "Biała bluzka", po latach. Magda była sceptyczna, ale już na drugiej próbie powiedziała: "Jak dobrze, że byłaś zmuszona do tej decyzji".
Magda Umer: Byłam nie tyle sceptyczna, ile zaskoczona, a nawet przerażona, wiedząc, że to będzie intensywna praca, ponieważ każda praca z Krysią jest intensywna. Na szczęście obie się trochę postarzałyśmy i teraz pracuje nam się spokojniej, bez uszczerbku dla efektów. Obie jesteśmy zdumione, że się nie kłócimy i że porozumiewamy się w pół spojrzenia.
Krystyna Janda: Ten spektakl, te próby to dla nas na nowo wielkie spotkanie z Agnieszką. Przypominamy sobie wszystkie nasze wspólne momenty, tamte lata, tamtą premierę, granie Niewątpliwie dzisiaj jesteśmy dalej i rozumiemy więcej.
Magda Umer: Kiedy robiłyśmy "Białą bluzkę" w roku 1986, mimo że na przedstawienia przychodziła Agnieszka, mimo że już ją dobrze znałyśmy, nie miałyśmy pojęcia, do jakiego stopnia ten spektakl jest o niej. Teraz, z wiedzą o jej skomplikowanym, zwielokrotnionym i złożonym życiu, rozumiemy dużo więcej.
Agnieszka Osiecka powiedziała, że dużo jest w tej bohaterce z niej, ale różni je to, że Osiecka miała instynkt samozachowawczy...
Magda Umer: Nie powiedziałabym. Prowadziła siebie do zagłady. W naszym wywiadzie "Rozmowy o zmierzchu i świcie" opowiadała, że kiedyś w Bułgarii obserwowała człowieka, który się topił. Ludzie zorganizowali liny, wyciągnęli go, zrobili sztuczne oddychanie, uratowali mu życie. Mówiła: "Następnego dnia znowu widzę tego samego kretyna w tych samych falach". A przecież mówiła to o sobie. Kiedy ktoś ją z czegoś ratował, mówiła: "Człowiek człowiekowi zgotował ten los". Może jedna z Agnieszek miała instynkt samozachowawczy, ale ze cztery inne nie miały go w ogóle.
Agnieszka Osiecka powiedziała o "Białej bluzce": "Obserwowałam próby, czego nikomu nie życzę, one się zachowywały jak dwie krawcowe w furii".
Magda Umer: To prawda. Nam się wtedy wydawało, że jesteśmy już dorosłymi kobietami, nawet miałyśmy chyba jakieś dzieci, mieszkałyśmy z mężczyznami... Ja miałam lat 37, Krysia 34, byłyśmy naprawdę młode. Agnieszka nie przychodziła na wszystkie nasze próby, widziała kilka. Zakładała białą bluzkę i była tą Agnieszką o instynkcie samozachowawczym. W czasie prób nie bałyśmy się z Krysią śmieszności. Wychodziłyśmy od każdego ryzykownego pomysłu, żeby potem z niego rezygnować albo żeby właśnie zostawić.
Krystyna Janda: Zdumiewające było to, że Agnieszka patrzyła spokojnie, jak dwie takie jak my "osoby" poczynają sobie lekce z jej tekstem, i nie mówiła słowa. Tylko obserwowała, w jaki sposób, z jaką nonszalancją opowiadamy w jakimś sensie jej życie.
Magda Umer: Najpierw rozmawiałam z Agnieszką o adaptacji, potem próbowałam ją przekonać, że to powinna zagrać Krysia, a ona mówiła, że taka piękna, zdolna, wspaniała kobieta nie może zagrać wiarygodnie takiej osoby.
Była zaskoczona?
Magda Umer: Uważała, że ludzie nie uwierzą w tę bohaterkę, no ale ja wiedziałam, że uwierzą. W efekcie była szczęśliwa i zachwycona, gdyż - podobnie jak ja - uważała Krysię za największą naszą aktorkę.
Podobno ten tekst przeleżał u pani na parapecie dosyć długo.
Krystyna Janda: Myślę, że przeleżał na parapetach u wielu aktorek w Polsce, którym Agnieszka dała go do czytania. Po premierze "Białej bluzki" co chwila przychodziła jakaś aktorka i mówiła: "A u mnie to leżało ze dwa lata na parapecie". (śmiech)
Co się stało, że sięgnęła pani po ten tekst?
Krystyna Janda: Był poranek, w telewizji się nie wstępowało, w teatrze było średnio, w ogóle było wśród aktorów średnio, pomyślałam: przeczytam w końcu ten tekst, który tak długo leży. Właściwie po pierwszych trzech stronach już zadzwoniłam do Magdy i powiedziałam: "Natychmiast ci to przywożę". Właściwie wszystko stało się dlatego, że to było rano, a ja nie wiedziałam, gdzie pójść i co robić w tym specyficznym momencie historii, politycznej walki i zawodowego zawieszenia. Od razu poczułam, że Agnieszce udało się zapisać coś niezwykłego, coś, co dokładnie obrazuje stan ducha i umysłu wielu ludzi. To było wyznanie kogoś, kto po prostu nie umie żyć w takim kraju, sam nie ma ani ochoty, ani temperamentu, żeby się włączyć w tę historię aktywnie, nie radzi sobie ani w tamtej Polsce, ani z taką miłością. Poczułam w tym tekście ducha czasu, chwili no i najważniejsze, że bohaterka nie była bohaterska, a to było wtedy naprawdę oryginalne
Magda Umer: Agnieszka miała uczucie, że napisała najważniejsze dzieło swego życia. To była nowatorska forma zapisania chorych czasów widzianych przez chorą, a jednocześnie niebywale inteligentną, nadwrażliwą osobę, która w ogóle nie umiała znaleźć ratunku, bo cały czas miała pretensję do świata, że nie jest kochana, a do głowy jej nie przychodziło, że nie umie kochać. I to był tekst wyprzedzający epokę. Powiedz, Krysiu, czy przypuszczałaś, że takie będzie przyjęcie publiczności, bo ja myślałam, że zagramy z dziesięć przedstawień...
Krystyna Janda: Myślałam, że robimy ten spektakl dla przyjemności, z powodu wolnego czasu i ogólnej bryndzy. Nie przypuszczałam, że nabierze takiego znaczenia, przede wszystkim, że będzie tak akceptowany przez młodych ludzi wchodzących w życie, ludzi zwykłych, nie opozycjonistów, nie rewolucjonistów, ludzi, którzy nie chcieli się pogodzić z krajem, w jakim im przyszło żyć, z czasem, w jakim im przyszło żyć, i ograniczeniem wolności na elementarnym poziomie. Oni też nie chcieli załatwiać stempelków, kartek na mięso, pozwoleń, zezwoleń, przepustek... i mieć zezwolenia na zakup alkoholu tylko z powodu ślubu.
Magda Umer: Nie chcieli, żeby to było najważniejsze w ich życiu. Ale myślę, że postawa bohaterki tego tekstu, deklaracja Agnieszki, była wtedy bardzo odważna politycznie, bo to był czas, kiedy uważano, że albo ktoś jest po stronie czerwonej, albo po stronie opozycji. Tymczasem Elżbieta, bohaterka "Białej bluzki", jest kimś osobnym, dzikim, kimś, kto nie umiał jednoznacznie się określić, na przykład bał się wejść do opozycji i jednocześnie umiał się do tego strachu przyznać. A naprawdę było tak, że trochę było ludzi czerwonych, trochę było opozycji, ale bardzo wielu zawieszonych w tym niepojętym czasie, którzy nie wiedzieli, co czeka ich następnego dnia. Słabi. Elżbieta stała się im przez to bliska. Moim największym sukcesem była wtedy walka z cenzurą o każde zdanie, nawet o słowo. Chodziłam tam z Agnieszką. Przychodził do nas cenzor, który na przykład nie chciał puścić listy podarków dla Józefa Stalina. Agnieszka powiedziała do mnie: "To zamień go na chińskiego cesarza, bo już naprawdę nie mogę patrzeć na tego cenzora". Wtedy powiedziałam do cenzora, że tego kogoś, kto dostał podarki, nazwę Włodzimierzem Stalinem, bo Włodzimierz Stalin to postać fikcyjna. Spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział: "Dobrze, niech będzie Włodzimierz Stalin".
O czym dzisiaj opowiada "Biała bluzka"?
Magda Umer: Drugim bohaterem obok naszej Elżbiety jest czas historyczny.
Istnieją młode, inteligentne, wrażliwe osoby, jak na przykład nasze dzieci, dla których czas stanu wojennego jest tak odległy jak bitwa pod Grunwaldem. Wybrałyśmy ciekawe materiały filmowe, które dostałyśmy od Mirka Chojeckiego z NOW-ej.
Jak zmieniła się bohaterka?
Magda Umer: Wiedząc już, do jakiego stopnia jest to przedstawienie o Agnieszce, w pewnym sensie niedojrzałej, w pewnych sprawach nieodpowiedzialnej, uznałyśmy, że wciąż są na świecie takie 60-letnie dziewczyny. Jedną z nich jest bohaterka tego opowiadania. Musiałam zmienić pewne piosenki, bo na przykład w naszej starej "Białej bluzce" Krysia wchodziła i śpiewała: "Komu urodzić mam weselne dzieci, kiedy przyjdzie czas", a urodziła już, nawet zdały maturę, więc nie ma sensu tego śpiewać. Wybrałam dojrzalsze piosenki, inne, ze starego spektaklu wchodzą tylko niektóre. Mam nadzieję, że znalazłyśmy sposób na to, aby to nie było niewiarygodne.
Krystyna Janda: Historie są ciągle te same, tylko opowiadane z innej pozycji i trochę innym już głosem. Nie mam już tego jasnego, wysokiego, młodego głosu protestu bez zastanowienia. Dzisiaj "Biała bluzka" brzmi inaczej przez to, że czas zmienił wiele, a właściwie wszystko. Na szczęście.
Magda Umer: Kilka razy wykreśliłam przymiotnik "młody" albo "młoda". Ale nasza bohaterka mimo tego, co już wie, wciąż jest młoda psychicznie. Agnieszka taka była ,a i Krysia jest chorobliwie młoda psychicznie.
Krystyna Janda: I wiemy dokładnie, o czym, o kim to jest, z niuansami. Po premierze Jacek Kuroń mówił: "Błagam was, mówcie, że to jest o mnie, tak mi na tym zależy". (śmiech)
Magda Umer: Tak, dlatego że bohaterka kocha się w dysydencie.
Krystyna Janda: Teraz Jacek pojawia się na ekranie.
(pytanie z sali): Co myślą panie o "Zabawach poufnych" Osieckiej?
Magda Umer: Jestem ich wielbicielką, cudownie się je czyta. To jest poradnik, jak zdobyć mężczyznę i jak go przy sobie utrzymać, napisany przez kobietę, która nigdy nie była w stanie utrzymać przy sobie żadnego mężczyzny, a która zdobywała każdego. Agnieszka bywała często nieszczęśliwą i samotną kobietą. Dlatego tak dobrze rozumiała inne nieszczęśliwe kobiety. Potrafiła siedzieć przy stoliku w kawiarni i tak się zapatrzyć na jakąś parę cztery stoliki dalej, że już wyobrażała sobie, dlaczego ona płacze, dlaczego on krzyczy, o co chodzi w ich życiu; za dwie godziny była gotowa piosenka na temat tych nieznanych jej dwóch osób.
Agnieszka była dobrym człowiekiem i miała ogromną czułość dla ludzi i wielką wyrozumiałość. Sama siebie nazywała człowiekiem słabego charakteru, miała do siebie wiele pretensji jako do człowieka o kręgosłupie nie na tyle bohaterskim co działacze z opozycji, koledzy, za których piła wino. Rozumiała słabości innych ludzi. Chciała być zbiorową łzą i zbiorowym uśmiechem. Myślała, czy wyemigrować z Polski, jednak uznała, że tutaj jest jej miejsce nie tylko dlatego, że kocha język polski, ale także dlatego, że ten język był jej ojczyzną. Agnieszka była bez skrzydła nienawiści, o którym kiedyś pisała Wisława Szymborska. Robiła wszystko, żeby ludzi łączyć, a nie dzielić. To było podstawowe zadanie jej talentu.
Jak wyglądały ostatnie rozmowy z Agnieszką Osiecką?
Krystyna Janda: Widziałam Agnieszkę po raz ostatni na jej ostatnich urodzinach, Magda jeszcze kilkakrotnie przed śmiercią. Agnieszka zaprosiła nas do siebie, skład był taki sam jak co roku - Magda, Zuzia Łapicka, Magda Czapińska i ja. Agnieszka była w dobrej formie, przygotowała dla nas smakołyki, dokładnie to, co lubiłyśmy, ja sery z winogronami, pamiętała. Włożyła w przygotowania tego spotkania wiele wysiłku, Ona, która naprawdę nie była osobą stworzoną do robienia przyjęć. Nie wiedziałam, że się z nami żegna.
Magda Umer: Ja dostałam bezy.
Krystyna Janda: Nie wiedziałam, że Agnieszka umiera, przeczuwałyśmy tylko, że coś się dzieje.
Magda Umer: Ja wiedziałam.
Krystyna Janda: Uważała, że musimy być razem, bardzo jej na tym zależało.
Magda Umer: Obejrzałyśmy niektóre odcinki "Rozmów o zmierzchu i świcie", bo je wtedy montowałam, chciałam zdążyć pokazać jej przed śmiercią, w razie czego do autoryzacji, bo jak same wiemy, czasem się mówi coś w wywiadzie, a potem się chce, żeby tego nie publikować.
Krystyna Janda: I strasznie się wszystkie śmiałyśmy.
Magda Umer: A kiedy oglądałyśmy odcinek nagrany nad morzem, w Sopocie, Agnieszka ze cztery razy powiedziała: "Boże, jak tam jest niebiesko". A ja wiedziałam dokładnie, jaki jest jej stan. Potem widziałam się z nią jeszcze wiele razy, a także bez przerwy rozmawiałyśmy przez telefon. W ostatnich tygodniach życia nagrała na sekretarkę w telefonie piosenkę "Ach, panie, panowie" i sama ją zaśpiewała, po raz pierwszy w życiu słyszałam, jak śpiewa, i te słowa: "umierają co słabsi wśród ptaków" Dawała do zrozumienia, że odchodzi. Bardzo dzielnie umierała, bo nie chciała o tym w ogóle mówić.
Krystyna Janda: Potem dopiero zrozumiałam, że my z Magdą byłyśmy dla Agnieszki jej "Białą bluzką".
Magda Umer: Nie znałyśmy tej innej Agnieszki, o której Hania Bakuła napisała książkę. Myślę, że bardzo mądry był tytuł książki Zofii Turowskiej o niej "Agnieszki", tyle ich było. Gdyby ktoś miał robić film o Agnieszce, to powinien się zaczynać od sceny rozbitego lusterka z wieloma jej twarzami...
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
__________________________________________________________________________________________
Krystyna Janda znów w białej bluzce, tvn warszawa
Janda, Umer, Osiecka. Premiera nowej wersji "Białej bluzki"
Dzisiaj, 1 czerwca
Krystyna Janda i Magda Umer wracają do słynnego spektaklu "Biała bluzka" na podstawie tekstu Agnieszki Osieckiej. Próby przed premierą trwają w stołecznym Och Teatrze.
Spektakl „Biała bluzka” według opowiadania Agnieszki Osieckiej powstał w 1987 r. Reżyserem i adaptatorką tekstu była Magda Umer. W spektaklu znalazły się piosenki Agnieszki Osieckiej. Aranżacje przygotował Janusz Bogacki, który wraz z zespołem grał także w przedstawieniu.
Spektakl był opowieścią o młodej kobiecie, która nie może sobie poradzić ze sobą i z Polską lat stanu wojennego. Symboliczna biała bluzka była marzeniem i znakiem przystosowania do życia w kraju zakazów i nakazów, cenzury, opozycji, kartek na mięso, zaświadczeń z miejsca pracy, dowodów, stempelków, godziny policyjnej i więźniów politycznych. Krajem braku wolności, w którym ułańska fantazja podlewana alkoholem, miłość, przyjaźń i poczucie humoru pozwalały czuć smak życia. Życia stąd – dotąd, jak to nazywa bohaterka. „Taki czas na marnych ludzi” to sztandarowa piosenka tamtego spektaklu sprzed lat. Z czasem spektakl stał się „kultowy”, był grany w całej Polsce. Przeglądała się w nim dorastająca młodzież, która uznała, że bohaterka Osieckiej mówi, myśli i czuje jak oni.
posłuchaj rozmowy z Magdą Umer i Krystyną Jandą ( http://www.rmf24.pl/kultura/news-janda-umer-osiecka-premiera-nowej-wersji-bialej-bluzki,nId,281214 )
Dziś powrót do tamtej opowieści oznacza przedstawienie datowane znów w tamtych czasach. Przestawienie historyczne. Ale bohaterka - dziś dojrzała kobieta po przejściach - i interpretuje, i myśli odmiennie. To samo, ale w innym zabarwieniu, inaczej akcentując problemy. Spektakl opowie nowym pokoleniom, w sposób specyficzny dla Osieckiej, klimat i koloryt czasu minionego. Agnieszce Osieckiej udało się nadzwyczajnie zapisać tamten czas, w codziennych rozmowach i szczegółach, hasłach, problemach, które do dziś są czytelne i budzą stare demony.
próba spektaklu /fot. Katarzyna Sobiechowska-Szuchta /RMF FM
W spektaklu pojawi się część dawnych piosenek i kilka nowych, zmieniona będzie też adaptacja tekstu Osieckiej, inaczej rozłożone akcenty. Reżyserem jest znów Magda Umer, muzyką i aranżacjami zajmie się na nowo Janusz Bogacki. Bohaterkę zagra jak przed laty Krystyna Janda.
próba spektaklu /fot. Katarzyna Sobiechowska-Szuchta /RMF FM
Premiera "Białej bluzki" w Och Teatrze w Warszawie odbędzie się 4 czerwca.
Katarzyna Sobiechowska-Szuchta, RMF 24
Janda: Ja chcę żyć!
02.06.2010
Taki refren śpiewa bohaterka "Białej bluzki" w wykonaniu Krystyny Jandy. Po 23 latach monodram oparty na tekstach Agnieszki Osieckiej powraca na deski teatru. Co znaczy dzisiaj?
Więcej zdjęć: http://www.plejada.pl/14864,1,16,krystyna-janda-w-spektaklu-biala-bluzka,fotogaleria_duze.html
W najbliższy weekend na scenę warszawskiego Och Teatru po 23 latach powraca słynna „Biała bluzka” Agnieszki Osieckiej w reżyserii Magdy Umer i w wykonaniu Krystyny Jandy.
Symboliczna biała bluzka była marzeniem i znakiem przystosowań w kraju zakazów i nakazów, cenzury, kartek na mięso i na cukier oraz stempelków, dowodów i przepustek.
Czym jest „Biała bluzka” dzisiaj i co chce opowiedzieć dzisiejsza Krystyna Janda?
Dziś mój głos jest zupełnie inny, ja jestem inna. – zapewnia aktorka, która wraz z Magdą Umer do nowej „Białej bluzki” dołożyła kilka nowych piosenek i zmieniła adaptację tekstu Agnieszki Osieckiej. Nowe aranżacje muzyczne przygotował Janusz Bogacki.
Choć „Białą bluzkę” ze stanu wojennego zastąpiły dziś białe kołnierzyki, warto powrócić do tamtego czasu i przyjrzeć się rzeczywistości, która młodym pokoleniom wydaje się abstrakcyjna, a przecież tak właśnie było…
Zdaniem twórców spektaklu „Biała bluzka” dzięki geniuszowi Agnieszki Osieckiej może być żywą lekcją historii, ale nie tylko. Niesie w sobie świeże, nowe. Nie wypłowiała, ale wciąż jest śnieżnobiała…
Premiera "Białej bluzki" 4 czerwca w Och Teatrze.
http://www.plejada.pl/16,34116,news,1,1,janda-ja-chce-zyc,artykul.html
__________________________________________________________________________________________
Kolejne życie pewnej Elżbiety
Katarzyna Czarnecka 02-06-2010
Pusta scena, na niej krzesło. Siedzi na nim kobieta. I mówi, mówi, mówi. Szybko, emocjonalnie, bez ładu i składu, pozornie bez sensu.
Krystyna Janda śpiewa w spektaklu piosenki Agnieszki Osieckiej
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
W jej opowieści pojawiają się kartki na mięso, glony, którymi można się odżywiać, bo przecież są zdrowe, w końcu bohaterem staje się indyk – kupiony na bazarze praskim za 5000 zł. Ale ptak niedługo zajmuje pierwszoplanową pozycję. Wkrótce na jego miejsce wskakuje milicjant chcący bohaterkę wylegitymować, zatrzymać, przesłuchać. Ale i niezręczna relacja władza – obywatel szybko się zmienia. Bohaterka opowiada o spędzonych z milicjantem chwilach, wypuszczeniu na wolność indyka, który „frunął nad Targową ulicą jak po fiołkowym niebie Argentyny”. Abstrakcja staje się kompletna.
Nagle głos z offu pyta: „Czy znasz adres tego milicjanta z Targówka? Syn urzędniczki będzie miał kolegium”. To zdanie wywołuje w kobiecie furię: „Czyś ty oszalała? Ja się szmacę, żeby nie pełzać. A Ty? Chcesz zostać płazem?”.
Ten monolog, ten krzyk pierwszy raz słychać było na scenie w 1987 roku. Wtedy odbyła się premiera opartego na opowiadaniu Agnieszki Osieckiej spektaklu, który wyreżyserowała Magda Umer. Jego bohaterkę Elżbietę zagrała Krystyna Janda. Teraz panie wróciły do postaci sprzed 23 lat.
Elżbieta nadal jest szalona, nieodpowiedzialna, zagubiona, nieprzystosowana. Nadużywa alkoholu, chce nadużywać świata. I nie umie sobie poradzić z rzeczywistością – szarą, brudną i beznadziejną. Nie jest opozycjonistką-bohaterką ani konformistką z partyjną legitymacją. Jest zwykłą dziewczyną, jakich w Polsce tamtego czasu były miliony. Tyle że osobną. Jak pisała o niej Agnieszka Osiecka: „Jest w stanie żyć tylko w ogniu. Jeżeli zabawa, to szalona, jeżeli miłość, to olbrzymia, jeżeli przyszłość, to fantastyczna”.
Ale w tej nowej Elżbiecie pojawia się jeszcze inny rys. Jest już bowiem dojrzała. Po przejściach, które ją poharatały i spowodowały, że myśli, czuje i interpretuje inaczej. Więcej rozumie, więcej jest w stanie zaakceptować, wiele rzeczy odmiennie ocenić.
Powrót do tekstu tak mocno zakorzenionego w niewesołym momencie naszej historii wydaje się zadaniem karkołomnym. Ale Umer i Janda podejmują to ryzyko. Po co to m.in. robią? „Żeby opowiedzieć nowym pokoleniom, w sposób specyficzny dla Osieckiej, klimat i koloryt czasu minionego. Agnieszce Osieckiej udało się nadzwyczajnie opisać tamten czas, w codziennych rozmowach i szczegółach, hasłach, problemach, które do dziś są czytelne i budzą stare demony”. Zmieniły nieco adaptację tekstu, dodały kilka nowych piosenek, a kilka usunęły. Tchnęły w ten sposób w „Białą bluzkę” kolejne życie.
W sobotę więc za fortepianem usiądzie Janusz Bogacki, na krześle Krystyna Janda i zabiorą nas w świat Elżbiety.
„Biała bluzka”, monodram wg opowiadania Agnieszki Osieckiej, reż. Magda Umer, aranżacje Janusz Bogacki, wyk. Krystyna Janda, Och-Teatr, ul. Grójecka 65, bilety: 50 – 70 zł, rezerwacje: tel. 22 589 52 00, premiera: piątek (4.06), godz. 20, spektakle: sobota (5.06) – niedziela (6.06), wtorek (8.06) – piątek (11.06), godz. 20
Rzeczpospolita
http://www.tvnwarszawa.pl/1658901,krystyna_janda_znow_w_bialej_bluzce,bawsie.html
Krystyna Janda znów w "Białej bluzce"
21:05 01.06.2010 / TVN Warszawa
Perfekcyjna, charyzmatyczna, wszechstronna. Krystyna Janda, bo o niej mowa właśnie kończy próby wznowieniowe do spektaklu "Biała bluzka", według opowiadania Agnieszki Osieckiej. Można go oglądać od 4 czerwca będzie można je oglądać na scenie Och Teatru.
"Biała bluzka" według opowiadania Agnieszki Osieckiej powstała w 1987 roku. Reżyserem była Magda Umer. Spektakl był opowieścią o młodej kobiecie niemogącej sobie poradzić ze sobą i z Polską lat stanu wojennego.
Szarzyzna PRL-u
Symboliczna biała bluzka była marzeniem i znakiem przystosowania do życia w kraju zakazów i nakazów, cenzury, opozycji, kartek na mięso, zaświadczeń z miejsca pracy, dowodów, stempelków i godziny policyjnej i więźniów politycznych. Krajem braku wolności, w którym ułańska fantazja podlewana alkoholem, miłość, przyjaźń i poczucie humoru pozwalały czuć smak życia.
Kobieta po przejściach
Dziś bohaterka jest dojrzałą kobietą po przejściach - interpretuje i myśli odmiennie. To samo, ale w innym zabarwieniu, inaczej akcentując problemy. Spektakl da szansę na poczucie klimatu i koloryty minionego czasu.
W spektaklu pojawi się część dawnych piosenek i kilka nowych, zmieniona będzie też adaptacja tekstu Osieckiej, inaczej rozłożone akcenty. Reżyserem jest znów Magda Umer. Bohaterkę zagra jak przed laty Krystyna Janda.
........................
Niepokorna i uwielbiana
Katarzyna Czarnecka 03-06-2010
Rok 1987. Krystyna Janda wystawia monodram na podstawie opowiadania Agnieszki Osieckiej. Spektakl odnosi niebywały sukces. I pozostaje na lata w pamięci widzów. Dziś wraca na scenę.
*Teraz Krystyna Janda powraca z tytułem na deskach swojego Och-Teatru. Dziś premiera spektaklu, który będzie można zobaczyć także w sobotę i niedzielę
autor zdjęcia: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Krystyna Janda w „Białej bluzce” 23 lata temu. Wówczas grała na trzech scenach: najpierw w teatrze Ateneum, później w Żydowskim i Komedii
źródło: PAP
Recenzenci byli zgodni: „Biała bluzka” stała się wydarzeniem. „To, co zrobiła Janda z Magdą Umer (...), nie waham się nazwać kreacją” (Krzysztof Kucharski, „Notatki z trzech recitali”). „Nie widziałem jeszcze tak wykonanego monodramu” (Krzysztof Karwat, tygodnik „Tak i nie”). „Krystyna Janda (...) potrafiła dzięki swej osobowości przekonująco wcielić się w postać zwykłej dziewczyny” (Jacek Lutomski, „Rzeczpospolita”).
– Nie pamiętam recenzji prasowych – mówi reżyserka spektaklu Magda Umer. – Pamiętam pełne zachwytu „recenzje” publiczności. – Ta euforia dookoła każdego wieczoru zbiła nas obie prawdziwie z pantałyku – dodaje Krystyna Janda.
Dlaczego ten spektakl wywołał tak ogromne emocje? Dlaczego jego bohaterka Elżbieta stała się postacią kultową? Wróćmy do 1987 roku. Sprawdźmy, jak widzowie zapamiętali „Białą bluzkę”.
Pić i walczyć
– Poszłam do teatru, nie wiedząc o tym spektaklu nic – mówi Danuta Sałkiewicz. – Nie spodziewałam się więc, że będę oglądać coś wyjątkowego. – Ja wręcz przeciwnie, sporo się nasłuchałam i naczytałam – mówi Lisa Gutowska. – To nie było zwykłe przedstawienie, miało specyficzny klimat, aurę. Było poprzedzone takim hukiem, że musiałam je zobaczyć.
– A ja ze względu na Agnieszkę Osiecką. Jej teksty kojarzyły mi się z wdziękiem szaleńca, któremu wolno wszystko – mówi Beata Saratowicz. Ale realizatorkom spektaklu nie do końca wszystko było wolno. Była przecież cenzura.
– Walczyło się o każde, z pozoru niewinne, zdanie, które mogło siłą swojego wyrazu obalić ustrój socjalistyczny... – wspomina z uśmiechem Umer.
Były też kłopoty z salą.
– Spektakl produkował wrocławski IMPART na Festiwal Piosenki Aktorskiej – opowiada Janda. – Wynajął salę mojego wtedy macierzystego teatru Ateneum, a potem dwóch innych teatrów: Żydowskiego i Komedii, bo Ateneum tytułu nie chciało mieć u siebie...
– Wcale się nie dziwię tym problemom – mówi Beata. – „Biała bluzka” jest zdecydowanie pełna elementów kojarzących się ze stanem wojennym. Osiecka mimochodem niejako przemyca ówczesne realia. W nich właśnie funkcjonuje Elżbieta. Ale czy to na pewno taka „zwykła dziewczyna”?
– Inna, nieprzystosowana, niepotrafiąca sobie poradzić. Zwyczajna na pewno nie – przypomina sobie Danuta.
– Tak naprawdę to ona była rozdwojona – uzupełnia Beata. – Jedna jej osobowość była rozsądna, opiekuńcza i można powiedzieć – przyziemna. Druga to wcielenie szaleństwa, wariactwa, nieodpowiedzialności.
Elżbieta nie będąc ani partyjniaczką, ani opozycjonistką, to postać jakby zawieszona między tymi dwoma wyrazistymi postawami. W dodatku niczym się nie zajmuje, do niczego nie dąży, dość poważnie pije, a i prowadzi się niezbyt moralnie.
– To wszystko prawda. Można ją więc było potraktować jako infantylną idiotkę i jej postawę stanowczo odrzucić – analizuje Lisa. – Ale można było też uznać, że ona to robiła po coś. Że to był jej specyficzny sposób walki z systemem, w którym najlepiej, żeby wszyscy byli tak samo byle jacy i bezwolni. Bo owszem, idzie na przykład do łóżka z milicjantem, ale dzięki temu ratuje od więzienia chłopaka z teczką pełną ulotek.
Wskazywać miejsce
To drugie rozumienie niejednoznacznej bohaterki spowodowało, że stała się ważna.
– Można się było z nią zidentyfikować przez sam czas, w którym żyliśmy wtedy wszyscy – mówi Danuta.
– Ten model mógł być atrakcyjny dla dziewczyn, które nie potrafiły się odnaleźć nie tyle w rzeczywistości społeczno-politycznej, ile po prostu w życiu – podkreśla Lisa. – Dziewczyn buntujących się podobnie jak Elżbieta, w taki straceńczy sposób, szukających siebie, swojej tożsamości. A dodatkowo rok 1987 to były czasy, w których wielu ludzi nie umiało sobie znaleźć miejsca. A Elżbieta pokazała im: ja tak samo szukam, tak samo się miotam. Dlatego się z nią identyfikowały.
– Ja wtedy byłam młodą matką i moje myśli zaprzątało głównie to, jak zdobyć choćby nieśmierdzące mleko – mówi Beata. – Ale i dla mnie ekscytująca była ta dziewczyna.
Żeby dać publiczności taką postać, trzeba być świetnym obserwatorem rzeczywistości. Osiecka była. Na etapie przygotowań scenicznej wersji jej opowiadania doszły do tego temperamenty i sposoby widzenia świata Jandy i Umer. – Nasza kolektywna robota ma mniej więcej taki przebieg: trochę sobie pokazujemy nowe pantofle, trochę płaczemy, trochę opowiadamy, jacy straszni są mężczyźni... – opowiadała poetka. Co takie „babskie gadanie” dało im i spektaklowi?
– Radość, a nawet zaryzykowałabym słowo „szczęście” bycia ze sobą – mówi Umer.
– Miłość, nienawiść, wolność, niewola, żale, samotność, odrzucenie to uczucia ponadczasowe – mówi Janda. – A aktorzy najczęściej, aby dać czemuś odpowiednią barwę, grunt, opowiadają „sprawy z życia”. Więź i atmosfera, jaka powstaje między tworzącymi spektakl, odbija się w nim. Publiczność to czuje. Danuta, Beata i Lisa są zgodne: siła oddziaływania bohaterki byłaby znacznie mniejsza, gdyby nie grała jej Krystyna Janda. Co do jej obsadzenia w tej roli były wątpliwości. Mówiono, że aktorka i reżyserka powinny się zamienić rolami. Magda Umer ocenia to krótko: wszystko „z braku wyobraźni”.
– Byłam postrzegana jako energiczna, zorganizowana, przebojowa kobieta, która zawsze, wszędzie, w każdej sytuacji da sobie radę. Bohaterka jest zaprzeczeniem takiego wizerunku – mówi Janda. – Nie wierzono w moje aktorstwo. Magda była „tą od poezji, zamyślenia, szeptu i smutku”, jej Elżbieta z „Białej bluzki” była bliższa. Ale ludzie są konwencjonalni, widzą zawsze smutek smutny, masło maślane, a ogień ognisty. Nie tędy droga.
– Ona na scenie lśniła, błyszczała, świeciła – przywołuje swoje wrażenia Beata. – I spowodowała, że czułam się, jakbym miała okazję bardzo osobistego, prywatnego spotkania. Jakby innych widzów nie było. – Była niezwykle ekspresyjna. Momentami nawet zbytnio przypominała mi Agnieszkę z „Człowieka z marmuru” – dodaje Danuta. – W piosenkach wyciszała ekspresję i wprowadzała momenty nostalgii, zamyślenia. Znaczenia i ślady
Co Danuta, Beata i Lisa myślą o nowej „Białej bluzce”, której premierę na dziś szykuje Och-Teatr?
– Nie jestem pewna, czy ten spektakl teraz trafi do nowych widzów – zastanawia się Danuta.
– Właśnie, bo dla mnie ten tekst nie jest ponadczasowy – dodaje Beata. – W 1987 roku miał on swoją wymowę. Ale chociaż wówczas stan wojenny jeszcze wszyscy żywo pamiętaliśmy i tak oceniałam go jako w pewien sposób „historyczny”.
– Teraz inaczej się żyje. Dla młodych stan wojenny to niemalże jak bitwa pod Grunwaldem – zgadza się Lisa.
Wszystkie jednak oczywiście do teatru się wybierają.
Lisa: – Ja jestem ciekawa odbioru po latach. Ale głównie tego, jak Krystyna Janda zagra swoją postać jako dojrzała kobieta.
Beata: – Wtedy spektakl zrobił na mnie wrażenie, więc i dziś muszę go zobaczyć.
Danuta: – Mnie interesuje, co teraz można z tej historii wyczytać. Bo tamta „Biała bluzka” pozostawiła we mnie trwały ślad.
Życie Warszawy
__________________________________________________________________________________________
http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/wy_in_osiecka_biala_bluzka_umer_2010
..............................
Czysta biała bluzka
Wciągający spektakl na podstawie Osieckiej (Janda jest niesamowita).
Stworzona przez Agnieszkę Osiecką bohaterka „Białej bluzki” jest zwyczajną młodą kobietą z epilogu PRL, bardziej widzem niż uczestnikiem zdarzeń. Kocha się wprawdzie w opozycjoniście, ale na co dzień zajmują ją najbardziej prozaiczne sprawy. Kartki, stempelki, zaświadczenia i desperackie próby zakotwiczenia się w chwiejnej rzeczywistości. Chciałaby się wziąć w garść, ale, jak sama przyzna, nie ma garści. Byłaby może w stanie dostosować się – ale do czego i do kogo? Prowadzi swe małe gry z rzeczywistością zdegradowaną, które w najlepszym wypadku kończą się remisem, choć częściej porażką. Czasem postępuje nieracjonalnie i nierozsądnie, ale jak można zachowywać się normalnie w nienormalnych czasach?
„Biała bluzka” w wykonaniu Krystyny Jandy miała premierę w 1987 r. i odniosła niebywały sukces. Aktorka, decydując się na ponowne założenie białej bluzki, doskonale zdawała sobie sprawę, iż przyjdzie jej zmierzyć się z własną legendą. Mogła polec, ale wygrała, z pomocą reżyserującej przedstawienie (podobnie jak poprzednio) Magdy Umer.
Najkrótsza recenzja ze spektaklu w stołecznym Och-Teatrze mogłaby brzmieć: Janda jest niesamowita! Prawie dwie godziny sama na scenie i jeszcze na ekranach w wielkich zbliżeniach, żebyśmy lepiej widzieli, ile daje z siebie w każdym epizodzie. Kiedy zaś w finale, już po pierwszych oklaskach, staje przed orkiestrą i śpiewa „Historio, historio, ty żarłoczny micie, co dla ciebie znaczy jedno ludzkie życie?!”, nie mamy wątpliwości, że to nie żadna powtórka z rozrywki czy przeżyjmy to jeszcze raz, ale wciągający, współczesny spektakl.
Polityka, nr 25/2010